środa, 18 czerwca 2014

Rozdział 44



Przemyślałam, zrozumiałam i jestem! Ten rozdział dedykuję Patty Verdas i Moniaudia. Dziewczyny na prawdę bardzo wam dziękuję! 

*Następnego dnia*
*Camila*
Dochodzi koniec lata, chłodne wiatry nadchodzą z towarzyszącym im deszczem. Ciemne chmury zasłaniają
ciepłe słońce, a mrok pochłania świat. Wszystko to wygląda jakby czarna moc opanowała naszą planetę, a życie ludzi lada chwila miało by być oddane niewoli i śmierci. A jak wygląda świat dla optymistów, uśmiechniętych ludzi chcących latać ? Pojawiają się wiatry, czyli wspomaganie przy lataniu, deszcz moczy ulice, a nam każe tańczyć z parasolem, pogoda inspiruje do tworzenia pieśni i wierszy, a temperatura zmusza do zapalenia w kominku i czytania bajek lub śpiewania z rodziną. Na chwile obecną noce są krótkie, ale już
niedługo można będzie zapalić lampkę, usiąść pod kocem i poczytać książkę. Już niedługo liście spadną barwiąc się na kolorowo i tworząc piękny dywan, już niedługo wszędzie będzie złoto i miło, to wszystko już niedługo ,gdy tylko jesień nadejdzie. Bo warto patrzyć na świat przez różowe okulary, pomagają się uśmiechnąć i polatać. W życiu trzeba myśleć optymistycznie, ludzie mówią, że tak żyje się lepiej.
Obudziłam się równo o 8:00 rano, wyspana usiadłam na łóżku i rozejrzałam się po idealnie posprzątanym pokoju, za oknem pogoda nie była idealna, na niebie widniały chmury ale mimo to słońce przez nie prześwitywało, na widok tego wszystkiego kąciki moich ust podniosły się. Skierowałam swoją dłoń po telefon leżący na stoliku i dotykając palcem ekranu napisałam sms’a do moich przyjaciółek.
Do: Fran, Violetta
Dzień Dobry dziewczynki! ;* Za 3 godziny u mnie!
Naleciałam palcem na przycisk „wyślij”, odłożyłam telefon z powrotem na szafkę i przeciągnęłam się ospale. W końcu wyciągnęłam nogi spod ciepłej kołdry i postawiłam je na miękkim dywanie a następnie naniosłam na nie cały ciężar ciała i rozpoczęłam swój dzień.
Udałam się do kuchni. Tam włączyłam radio i podśpiewując lecące akurat piosenki przygotowałam kanapki i herbatę.
Pół godziny później stałam już przy szafie i zastanawiam się nad strojem na dzisiejszy dzień, w końcu wybrałam i udałam się do łazienki aby wykonać poranne czynności. Poprawiłam moje loki lokówką, na twarzy rozprowadziłam podkład i róż wcześniej ją oczyszczając, rzęsy potraktowałam tuszem a powieki eyelainerem. Na Siebie nałożyłam przygotowany strój i upewniając się, że wyglądam tak jak planowałam wyszłam z pomieszczenia.

*Violetta*

Kochany Pamiętniku!
Jak wygląda teraz moje życie ? Ciągle coś dzieję, ciągle! Mogłabym je porównać do trudnego toru przeszkód, z jedna Sobie radzę, z inną nie. Ciągle upadam i się podnoszę, ale mam ludzi, których kocham, którzy zawsze służą mi pomocą. Mam Megan i Leona, mam rodzinę. Mam Fran i Cami, mam przyjaciół, mam coś czego właśnie potrzeba do szczęścia, mam miłość!

-Dzień Dobry skarbie. –usłyszałam za Sobą zaspany głos a chwilę później poczułam silne ramiona chwytające mnie od tyłu.
-Cześć Leon. –obróciłam się i złożyłam na jego ustach ciepły pocałunek.
-Co robisz ? –spytał gdy się od Siebie oderwaliśmy.
-Piszę, myślę.
-Nad czym myślisz ?
-Leon czy ty i Megan jesteście szczęśliwi ? –gdy zadałam mu pytanie zobaczyłam na jego twarzy zakłopotanie, zdziwienie, nie spodziewał się takiego pytania. Z łatwością to zauważyłam.
-Dlaczego pytasz ?
-Bo czuję, że robię coś źle, że wszyscy robią coś dla mnie a ja dla nich nic. –Leon się zaśmiał.
-Masz potrzebę pomocy innym ?
-Nie do końca, czuję coś takiego dziwnego, nie jestem zadowolona z tego co robię, czuję, że nie wywołuje u was szczęścia.
-Violu jak możesz uważać, że nie jesteśmy szczęśliwi ? Przecież się śmiejemy, kochamy, jest wspaniale.
-To mogą być tylko pozory, ja chcę wiedzieć. Jesteś szczęśliwy ?
-Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, mam Ciebie, mam Megan, mam przyjaciół, uczę się i mogę latać.
-A co jak upadasz ?
-A jak upadam to się podnoszę.
-To takie łatwe ?
-A ty się nie podnosisz ?
-Nie, to ty mnie podnosisz. –chłopak się uśmiechnął.
-Ty mnie także.
-Ja Cię wcale nie podnoszę.
-A u kogo teraz mieszkam ?
-No u mnie.
-A kto się mną zajmuję, opiekuję ? Kto mnie kocha ?
-No ja.
-Więc mnie podnosisz.
-To takie łatwe ? Można nie wiedzieć, że się kogoś podnosi ?
-Wystarczy, że kochasz, miłość zrobi wszystko za Ciebie.
-To dlatego warto kochać ?
-Tak. Bo wszystko czego potrzebujesz to miłość. –oznajmił a ja położyłam dłoń na jego policzku i namiętnie go pocałowałam.
-Dzięki Tobie, żyje i latam, jestem szczęśliwa, uczysz mnie żyć, uczysz latać, bez Ciebie nic nie było by takie same, kocham Cię.
-Mamusiu głodna jestem. –odezwała się Megan a ja aż podskoczyłam, Leon się zaczął śmiać.
-Megan ile tu stoisz ? –spytał.
-A nie wiem. –uśmiechnęła się. –Ale wiem, ze jestem głodna. –wszyscy troję wybuchliśmy  śmiechem.
-Naleśniki ? –spytałam.
-Tak!   

*Ludmiła*
Wielkie, zatłoczone lotnisko. Czas wyjazdu z miejsca, w którym spełniły się wszystkie marzenia, miejsca, w którym dorastałam, wychowałam się, odkryłam pasje a potem ją rozwinęłam. To tutaj wszystko się zaczęło, chcę aby to tutaj się skończyło, chcę tu wychować dzieci, zestarzeć się. Chcę spełniać marzenia właśnie w Buenos Aires, nie w Mediolanie, nie w Londynie lub Paryżu, tylko i wyłącznie w Argentynie.
-Naty nie sądzisz, że powinnyśmy tu zostać ?
-Nie. –odpowiedziała sucho.
-A co z Maxim ?
-Nie obchodzi mnie.
-Kochasz go. –oznajmiłam łagodnie.
-Nie. –wycedziła przez zęby.
-Właśnie, że mnie kochasz. –Ni stąd ni zowąd usłyszałyśmy głos za nami. Obie gwałtownie obróciłyśmy się o 180 stopni, widok chłopaków wcale mnie zdziwił, wiedziałam, że się nie poddadzą, za to patrząc na Naty spostrzegłam, że jest wkurzona.
-Co wy tu robicie ? –spytała.
-Nie wiem jak on, ale ja mam zamiar zabrać Ludmiłę. –oznajmił Diego patrząc mi w oczy tak jakby wśród tych wszystkich ludzi widział tylko mnie.
-Marzenie. Wyjeżdżamy.
-To my jedziemy z wami. –odezwał się Maxi a na twarzy mojej siostry pojawił się grymas nie do odczytania.
-Nie ma mowy.
-Natalia sprawa jest prosta, albo zostajecie albo my jedziemy z wami, nie mamy zamiaru was zostawić. –powiedział prosto Maxi.
-Ludmiła możesz mi pomóc i przestać się gapić na tego gamonia ?! –krzyknęła waląc mnie w ramię.
-AUŁ! –chwyciłam bolące miejsce. –Ja też chcę tu zostać, a jeśli nie to chcę żeby jechali z nami. –objęłam stronę chłopaków chwytając dłoń Diego.  
-Ludmiła idziemy! –pociągnęła mnie nerwowo za rękę.
-NIE!
-Ludmiła!
-Naty spokojnie. –Maxi stanął między nami i chwycił dłoń Natalii. –Popatrz na nich. –wskazał na mnie i Diego. –Pamiętasz jak zobaczyłaś ich w parku ? Sama chciałaś takiej miłości, prawda ? –dziewczyna nagle zmieniła nastawienie i spuściła głowę. Na jej twarzy pojawił się smutek, zrozumiałam co czuje. Natalia potrzebuje miłości, tęskni za tym uczuciem, sama chciała by go doznać, lecz go odrzuca. –Oni muszą być szczęśliwi, a będą tylko tutaj, daj im to szczęście. –szatynka nadal się nie odzywała.
-Naty … -próbowałam coś zdziałać.
-Dobrze. –w końcu się odezwała. –Ludmiła zostań, kochaj i bądź szczęśliwa, rozumiem jakie to ważne, wyobrażam Sobie jakie to jest wspaniałe. –uśmiechnęła się a ja stanęłam jak wryta.
-Naprawdę chcesz jechać sama ? –poczułam euforie, jedno zdanie z jej ust zmieniło całe moje życie, spełniła moje marzenia, wreszcie mogłam być szczęśliwa.
-Nie, nie pojedzie sama, ja z nią pojadę. –wtrącił się Maxi.
-Nie, Maxi jadę sama. Lu mimo, że tego nie okazuję to –zawiesiła głos. –Ja Cię kocham, i cieszę się, że jesteś moją siostrą. –natychmiast rzuciłam się na dziewczynę tuląc ją. –Obiecaj mi tylko, że zostanę twoim świadkiem na ślubie. –obie się zaśmiałyśmy.
-Masz to zagwarantowane.
-Naty bardzo Ci dziękuję. Właśnie spełniłaś moje marzenia. –w końcu odezwał się Diego, który także nie ukrywał szczęścia.
-Bądźcie szczęśliwi. –przytuliła nas oboje. –No to chyba na mnie czas, Mediolan czeka. -chwyciła walizkę.
-A co ze mną ? –spytał Maxi, któremu łzy same cisnęły się do oczu. –Chcesz to wszystko tak po prostu zostawić ? Chcesz zapomnieć ?
-Nie, ale ty niczego nie rozumiesz.
-Czego nie rozumiem ? Nie rozumiem, że boisz się miłości ? Natalia żyjesz przeszłością, boisz się kochać, odrzucasz miłość.
-Ja po prostu nie umiem kochasz, rozumiesz ? Nie umiem! –w jej oczach także zaczęły pojawiać się łzy. Patrząc na to wszystko sama miałam ochotę się popłakać, na środku lotniska odgrywa się scena jak z filmu, dwoje ludzi walczy o swoje połówki, jednej się udało, stoi teraz obejmując dziewczynę, którą kocha, ale drugi walczy, czuje, że czas się poddać ale walczy, chcę kochać i być szczęśliwym.
-Kochasz mnie ? –spytał chwytając jej dłoń. Dziewczyna nie odpowiedziała. –Natalia 2 słowa, 9 liter. Powiedz to a twoje życie się zmieni. 
------------
Ja może zacznę od przeprosin ... chwila słabości, chyba każdemu sie zdarza, juz jest lepiej, a to głównie dzięki osobom, które mi pomogły, bardzo wam dziękuję. Potwierdziłyście słowa z dzisiejszego rozdziału, wszystko czego potrzebujemy to miłość, a miłość przyjaciół jest wspaniała. Przepraszam wszystkich innych za moje zachowanie. 
Nad rozdziałem się strałam, włożyłam w niego całe moje serce, przy żadnym nie starałam się aż tak bardzo, dodatkowo bardzo pomogła mi wena ... Co postanowi Naty ? Powie to o co prosi ją Maxi ? Wszystko w następnym rozdziale :) 
A teraz mam do was prośbę ... chciałabym zobaczyć ile osób czyta mój blog, więc proszę aby KAŻDY napisał w komentarzu "ogórek" :) Tak, po prostu :) Wystarczy to jedno słowo a wywoła na mojej twarzy wielgaśny uśmiech i potwierdzi, że mam dla kogo pisać :) 

~nikuś ;*
ps. Jeśli ktoś chciałby popisać to ja z wielką chęcią pogadam c; 48991899 :)

wtorek, 17 czerwca 2014

Wątpliwości.

Wczoraj przeczytałam genialny blog, dziewczyny, która na prawdę ma talent. Dzisiaj chciałam napisać wam rozdział i co spostrzegłam ? Że albo mi nie wychodzi albo po prostu nie umiem ... Nie przekazuję tych emocji i nie umiem nic opisać ... wątpliwość we własne umiejętności ? Przestało mi się podobać to co piszę, nie podobają mi sie moje postępy, czuję że tylko się cofam, porównuję swoje umiejętności do takich blogów jak np. Nath czy xAdusiax lub ostatniego genialnego odkrycia czyli Patty Verdas i no po prostu ... w moich oczach wygląda to tak, jakbym miała umiejętności dziesięcio latki.
Co do tego dochodzi ? Wasze komentarze, których jest zaledwie 7 przy rozdziałach, z tego punktu widzenia czyta mnie ok. 10 osób ... aż mi się smutno robi, biorąc pod uwagę, że blog nie istnieje od kilku dni ale od 3 miesięcy.
Więc ? Więc, zastanawiam się nad odejściem, po prostu mam dość, nie chcę tak.

sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 43



*2 dni później*
*Violetta*
-Skarbie mój dom jest w drugą stronę.
-Wiem.
-To gdzie jedziemy ? –spytał zdezorientowany.
-Do mnie. –odpowiedziałam krótko.
-W jakim celu ?
-Lekarz powiedział, że potrzebujesz opieki, nie zostawię Cię samego w twoim domu. Zamieszkasz u mnie. –spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.
-Wiesz, że nie musisz tego robić ? –spytał a następnie zakaszlnął.
-Muszę, potrzebujesz opieki.
-Jesteś niesamowita. –przyglądał mi się dokładnie.
-Wiem. –zaśmiałam się.
Pół godziny później byliśmy pod moim domem. Gdy tylko weszliśmy do środka, podekscytowana na wieść, że Leon z nami zamieszka Megan dosłownie rzuciła się na mojego chłopaka.
-Pójdziesz się ze mną pobawić ? –spytała tuląc chłopaka.
-Megan Leon musi odpocząć. –oznajmiłam biorąc ją od bruneta, ten tylko się zaśmiał. –Na górze jest dla Ciebie przygotowany pokój, możesz iść się odświeżyć.
-Dobrze. –pocałował mnie w policzek. –Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. –podarowałam mu uśmiech.
-Chodź Megan, pomożesz mi się rozpakować. –porwał ode mnie moją córkę i zabrał ją na górę. Patrząc na nich mimowolnie się uśmiechnęłam.
-To dziewczynka.
-Będę miał córeczkę ? –spytał uradowany.
-Tak, za 2 miesiące będą mogli Państwo ją przytulić. –uśmiechnął się.
…
-Gratuluję, właśnie zostali Państwo rodzicami! –podał nam naszą kruszynkę, a mój mąż delikatnie ją chwycił. Patrzył na nią z iskrami w oczach.
-Marzenia się spełniają. –stwierdził siadając przy mnie i pokazując mi noworodka. Chwyciłam jej malutką rączkę.
-Będziesz miała najlepszych rodziców na świecie. –wyszeptałam.
…
-Wszystkiego najlepszego skarbie! –wszedł do pokoju z wielkim tortem, postawił  na stole i zapalił świeczkę o kształcie cyfry jeden.
-Dmuchnij mocno! –poleciłam mojej córce a ta nabrała powietrza i zdmuchnęła świeczkę.

-O czym myślisz ? –nagle poczułam ręce na swojej talii. Od razu rozpoznałam w nich ciepło Leona.
-O Megan. –odpowiedziałam cicho.
-Właśnie rysuje w swoim pokoju. –odwróciłam się do chłopaka.
-Leon myślisz, że w rozbitej rodzinie może być szczeliwa ? –spytałam wprost.
-W rozbitej ?
-Straciła ojca. Właśnie przypomniały mi się wszystkie nasze wspólne chwile, jej narodziny, potem pierwsze urodziny, wtedy miała pełną rodzinę, tatę, który kochał ją nad życie, a teraz ? –mówiłam a łzy same cisnęły mi się do oczu.
-Teraz ma Ciebie. –oznajmił ścierając łzę z mojego policzka.
-Ale nie ma pełnej rodziny. Ja nie mam mamy, i wiem jaki to ból, wiem jaki to ciężar wychowywać się tylko z jednym z rodziców, ja nie chcę żeby ona przeżyła to co ja.
-Violetta nie porównuj Siebie do swojego taty, to są dwie zupełnie inne sytuacje. Twój tata jest i był sam, musiał Sobie radzić samotnie, chciał Cię chronić, ale ty nie jesteś sama, masz Lu, Fran, i masz mnie.
-Co masz  na myśli ?
-Nie zostawię was. Stanę na głowie żebyście były szczęśliwe. Zauważ, że Megan nie czuję, że nie ma taty, i ja dopilnuje tego aby nigdy tego nie odczuła. Kocham Ciebie i kocham ją, zastąpię jej ojca a przy Tobie zawsze będę. –oznajmił patrząc mi w oczy. Słysząc to wtuliłam się w niego, czułam spokój i bezpieczeństwo.

*Maxi*
-Myślisz, że się uda ? –spytał mój przyjaciel.
-Naty jest uparta, nie wiem.
Właśnie wjechaliśmy na 7 piętro hotelu, drzwi windy się otworzyły, a my przemierzając kilka kroków znaleźliśmy się pod drzwiami pokoju 128. Diego zapukał, a kilka sekund później naszym oczom ukazała się pięknie ubrana, najwyraźniej gotowa do wyjścia Naty. Widząc nas instynktownie popchnęła drzwi aby zamknąć jej przed naszymi nosami, przeszkodził jej w tym Diego, który wsadził swoją nogę między drzwi a futrynę, umożliwiając tym ich zamknięcie.
-Czego chcecie ? –wycedziła przez zęby.
-Porozmawiać. –odpowiedziałem spokojnie.
-O czym ?
-Chyba nie będziemy rozmawiać przez próg, może nas wpuścisz ? –wtrącił się Diego. Natalia ciężko westchnęła i otworzyła szerzej drzwi abyśmy mogli wejść.
-To o czym macie ochotę porozmawiać ?
-Naprawdę się nie domyślasz ? –spytał mój przyjaciel, nieco zdenerwowany.
-Diego spokojnie. –spojrzałem na chłopaka.
-Decyzja podjęta, nie zostaniemy w Buenos Aires. –oznajmiła Naty.
-Miałaś nad tym pomyśleć. –skierowałem wzrok na nią.
-Myślałam.
-Naty dlaczego to robisz ? –spytał co raz bardziej zdenerwowany Diego.–Masz takie coś jak uczucia ?
-DIEGO! –krzyknąłem na chłopaka.
-Taka prawda. Nic się dla niej nie liczy, nie obchodzą jej uczucia własnej siostry, nie widzi jej cierpienia, nie widzi, że ty cierpisz, że my cierpimy! Ma w dupie otoczenie! –wykrzyczał, spojrzał na mnie a następnie na
Naty, na której policzku pojawiła się łza i wybiegł z pokoju, trzaskając drzwiami.
-Ty też tak myślisz ? –spytała cicho, wstrząśnięta sytuacją.
-Naty … -nie wiedziałem co odpowiedzieć.
-Wyjdź! –podniosła głos. –Idź do Diego, obaj jesteście Siebie warci!
-Naty spokojnie.
-Wyjdź! –wskazała na drzwi. Spojrzałem na nią z żalem w oczach i skierowałem się do drzwi. Poddałem się.
…
-Diego poczekaj! –krzyknąłem gdy zobaczyłem mojego przyjaciela w recepcji. –Co ty odwalasz ? –spytałem podchodząc do niego.
-Ja już wyraziłem swoje zdanie na temat tego, więc odwal się. Twoja dziewczyna niszczy życie nie tylko Sobie ale mi, Tobie i Lu.
-Chcesz aby Ludmiła tu została ? –przerwałem jego bezsensowny monolog.
-Tak.
-To się nie poddawaj!
-To co masz niby zamiar zrobić ? Znowu rozmawiać ?! One jutro wyjeżdżają!
-Będę po Ciebie jutro rano, spakuj lepiej walizkę.

*Francesca*
Mimo przeciwności losu, warto być szczęśliwym, warto się uśmiechać, warto się śmiać. Bo w końcu kiedyś ktoś mądry powiedział, że nie ma tego złego co na dobre nie wyjdzie. Teraz to przysłowie służy jako motto wielu ludziom, wielu się z tym zgadza, bo tak chyba naprawdę jest. Bo życie ułożone jest tak, że raz jest lepiej a raz gorzej, nigdy nie jest doskonale na dłużej, i nigdy nie jest źle przez dłuższy czas, więc nie warto się poddawać mimo trudnych i ciężkich chwil.
-Naprawdę musisz już jechać ? –spytałam tuląc mojego tatę.
-Wrócę, za niedługo przylecimy tu z mamą.
-Obiecujesz ?
-Tak, kochanie.
-Trzymam Cię za słowo. –podarowałam mu uśmiech.
-Federico, dbaj o nią, zrozumiano ? –podszedł do mojego męża.
-Oczywiście.
-No to ja się będę zbierał, za 3 godziny mam samolot, trzymajcie się. –przytulił nas obojga i wyszedł.
-Podobała Ci się niespodzianka ? –spytał Fede obejmując mnie w talii.
-Była wspaniała. –pocałowałam go. Ostatnie dwa dni były wspaniałe, po tym jak mój tata zjawił się w naszym domu, zabrał nas na pyszny obiad, potem miły spacer, było wprost wspaniale. Zapomniałam o wszystkich złych rzeczach, w głowie miałam same pozytywne myśli, miałam ochotę latać. 
--------------------
Połowa rozdziału pisania na siłę, co nie daję zbyt fajnego efektu, za co was przepraszam. 
U mnie w poniedziałek ostateczny termin wystawienia ocen, więc mam już spokój, rozdziały znowu zaczną się pojawiać regularnie :) 
Co do rozdziału ... Jeśli chodzi o Naxi to będzie się działo, dzisiaj jak szłam do sklepu to wpadłam na genialny pomysł w związku z nimi! Na prawdę będziecie zaskoczeni :) 
A co do OS ... mam tytuł! xd i to na razie tyle xd Ale obiecałam, że go napiszę to napiszę... jak dopadnie mnie wena.
Proszę piszcie swoją opinie na temat rozdziału, to bardzo ważne! 
~Nikuuś! ;*

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Trochę motywacji i informacji!

Czerwiec... dla maturzystów już wakacje, a dla młodszych klas ?
Dla mnie, i pewnie dla was to ciągła harówa przy wyciąganiu ocen lub wysiłek aby ich nie pogorszyć, każdy z nas chce mieć jak najwyższą średnią, taką którą Sobie postawił na cel we wrześniu. Wiąże się to z nauką ponad siły, siedzeniem po nocach, czytaniem itp. Na nic nie ma czasu, liczy się tylko nauka!
W takich chwilach i sytuacjach spadamy i podnosimy się na przemian, spadamy gdy mamy dość lub coś nam sie nie udaje, unosimy się ku słońcu gdy w końcu się nam uda, a ja wam obiecuję, że 27 czerwca, a nawet wcześniej, czyli tuż po wpisaniu wszystkich ocen do dziennika długopisem, WSZYSCY odetchniemy z ulgą, a nasze skrzydła poniosą nas wysoooko do góry! ;*
Więc jeśli ktoś z was się teraz załamuję, to pozytywne myśli do głowy, uśmiech, rozłóżcie skrzydła i się nie poddawajcie ;)

Nikola też sie uczy, też sie nie poddaje, ale nie ma czasu na pisanie rozdziału, więc pojawi sie on niestety dopiero w sobotę, w ramach rekompensaty napiszę wam one shota, więc piszcie w komentarzu z jaką parą ma być i czy ma być bardziej dramatyczny czy romantyczny! Wyżalcie się także w tym komentarzu, wykrzyczcie co czujecie, a potem przestańcie sie poddawać! <3
Wspierajmy się wszyscy, i wierzmy, że damy radę :)

A no i dziękuję za 300 komentarzy i 17 obserwatorów, a także prawie 20 000 wyświetleń!
Zakładając tego bloga nie spodziewałam się, że będą tu aż tak wielkie liczby!
Ti amo mucho!

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 42



Rozdział dedykuję Tini Blanco!
Dziękuję Ci za ten potrójny komentarz pod ostatnim rozdziałem, przy którym ryczałam i się śmiałam, był wspaniały!
Ti amo mucho! ;*

*Violetta*
Długi korytarz, mnóstwo drzwi, ściany niby pomarańczowe a jednak szare, w górze pełno czarnych myśli, głucha cisza, smutna atmosfera, śmierć.
-Czy jest ktoś z rodziny Pana Verdasa ? –powiedział głośno łysy lekarz wychodząc z Sali 128.
-Tak! Ja. –gwałtownie wstałam z krzesła.
-Zapraszam. –wskazał na drzwi swojego gabinetu, umiejscowione kilka kroków od nas. Wedle polecenia ruszyłam za mężczyzną, weszliśmy do dużego pomieszczenia, o zielonych ścianach, dwóch biurkach z mnóstwem dokumentów, na ścianach wisiały różnorodne dyplomy a patrząc przez okno widziało się parking dla karetek. –Proszę usiąść. –wskazał na krzesło a sam usiadł na swoim fotelu.
-Panie Doktorze, proszę się streszczać, jestem wystarczająco zestresowana, co z Leonem ?
-Pan Verdas ma zapalenie płuc. –odpowiedział.
-Zapalenie płuc ? Przecież on kaszle ledwo od dwóch dni.
-Niemożliwe. Kaszel musiał się pojawić co najmniej dwa tygodnie temu, pewnie był lekki, dlatego Pan Verdas nie zwrócił na niego szczególnej uwagi. Niemożliwe także, żeby dopiero dwa dni temu pojawiły się objawiły takie jak gorączka i duszności. To musiało trwać pewnie od jakiegoś tygodnia, gdyby zgłosił się wcześniej do lekarza nie byłoby teraz takich problemów, zapalenie jest w ostrej fazie. –mówił spokojnie, a ja powoli analizowałam każde jego słowo łącząc  je z faktami. Faktycznie Leon czasami lekko kaszlał, zawsze myślałam, że to po prostu reakcja organizmu na jakiś pyłek, nie sądziłam, że może to zajść tak daleko.
-Czy on z tego wyjdzie ? –zadałam chyba najważniejsze pytanie.
-Podajemy mi leki, mam nadzieję, że tak, ale obawiam się, że Pan Verdas do końca życia przy większym wysiłku będzie miał lekki problem z oddychaniem, będzie musiał zaopatrzyć się w inhalator, ostrożności nigdy za dużo.
-Tak, jasne, mogę iść i kupić nawet teraz.
-Oprócz tego nie może teraz zostać sam, zaraz po wyjściu ze szpitala będzie potrzebował stałej opieki dopóki nie dojdzie do zdrowia, dodatkowo Pan Leon wygląda mi na człowieka, który nie lubi zażywać leków, a bez tego trafi tu znowu. –powiedział stanowczo.
-Tak, to oczywiste, zajmę się nim. –podarowałam mu uśmiech a ten go odwzajemnił.
-Chcę Pani go zobaczyć ?
-Tak! –odpowiedziałam bez zastanowienia. Mężczyzna wstał z miejsca a ja za nim.
-Pan Verdas teraz śpi, proszę go nie budzić, a jak się obudzi proszę nie pozwalać mu mówić, proszę dopilnować aby nie ściągał maski tlenowej, nadal ma problemy z oddychaniem. –pouczał mnie prowadząc do Sali mojego ukochanego.
-Rozumiem. I bardzo Panu Dziękuję. –podarowałam mu uśmiech.
-Nie ma za co. –otworzył drzwi a ja weszłam do białego pomieszczenia.

*Camila*
-Dzień Dobry Sofi. –weszłam uśmiechnięta do mojego miejsca pracy i przywitałam się z moją sekretarką.
-Cami! –dziewczyna na mój widok aż podniosła się z miejsca i szybko do mnie podbiegła rzucając się na mnie. –Jak dobrze Cię widzieć.
-Tak, wszystko tutaj okej ?
-Wszyściuśko! David szalony jak zawsze, znowu mu odwala. –mówiąc to zaśmiała się. David to nasz najlepszy fotograf, ma nieograniczoną wyobraźnie, mnóstwo pomysłów, często bardzo szalonych. Ciągle się śmieje, biega, wywraca się i nie traci energii, można go porównać do naszego Fede lub Andreas’a. –Mamy kilka nowych zleceń, zwłaszcza od Vouge’a, dlatego zostawiłam je dla Ciebie. –z Sofi znam się już kilka dobrych lat, jest świetną sekretarką, wie o nas wszystko, nigdy się nie spóźnia, jest po prostu świetna. –I kilka plenerów, ale to się podzielisz z David’em, moim zdaniem przydał by się ktoś jeszcze do pomocy, zleceń mamy pełną teczkę, oprócz tego kontrakty, firma się rozrasta. –mówiła z ekscytacją w głosie a ja słuchałam jej uważnie.
-Tak, myślę, że to dobry pomysł. –podarowałam jej uśmiech. –Zajmiesz się tym ? –spytałam a  dziewczyna kiwnęła głową. –Przejrzyj wszystkie zgłoszenia, wybierz 3 najlepszych, chciałabym ich widzieć na dywaniku u mnie za tydzień. Resztą się zajmę.
-Jasne, zrobię co w mojej mocy.
-Na pewno. –uśmiechnęłam się. –Wszystkie zlecenia w moim gabinecie ?
-Tak.
-Proszę zrób mi kawy i przynieś a ja zabieram się do roboty.
-Oczywiście, już się robi. –szybko skierowała się do naszej kuchni a ja natomiast do gabinetu. Robiąc kilka kroków znalazłam się przy drzwiach, otworzyłam je i moim oczom ukazało się duże pomieszczenia, w jednolite kolory.
-Trzeba tu remontu. –stwierdziłam wchodząc w jego głąb. Podeszłam do radia, włączyłam go a następnie zasiadając przy biurku zaczęłam przeglądać zlecenia. Kilka minut później Sofi przyszła z kawą.
-Poczekaj. –zatrzymałam ją gdy chciała wychodzić. -Możesz mi załatwić jakiegoś architekta ?
-Architekta ? –spytała zdziwiona.
-No rozejrzyj się, zero tu kolorów, energii, aż żyć się nie chcę.
-Tak, masz racje. Już lecę. –podarowała mi uśmiech i wyszła, a ja chwyciłam pierwsze zlecenie.

*Diego*
-Myślałeś nad czymś konkretnym ? Wiesz jak je tu zatrzymać ? –spytał mój przyjaciel siadając przy barze.
-W tym problem, że nie. Dlatego rozmawiam z Tobą.
-Hm… -chwycił się za głowę. –Tu wszystko zależy od Naty, Ludmiła przecież najchętniej by tu została. –zaczął główkować.
-Rozmawiałeś się z nią ?
-No jasne, że tak, i to nie raz, nawet do łóżka z nią poszedłem.
-Do łóżka ?!
-Tak jakoś wyszło.
-Stary tak jakoś wyszło ? Powiedz mi proszę, że chociaż jej się podobało.
-Podobać chyba podobało, gorzej z tym, że powiedziała, że mnie nienawidzi, i że zniszczyłem jej życie.
-Spierdoliłeś sprawę. –oznajmiłem szczerze.
-No co ty nie powiesz.
-Ale podobało się jej ? –spytałem jeszcze raz.
-No tak!
-No to chyba nie ma tak źle. To może zrób to jeszcze raz… -już przestałem myśleć, bezradność mnie opanowała.
-Na głowę Ci upadło ? Musimy z nią porozmawiać jeszcze raz, może niech Ludmiłą też spróbuję.
-Myślisz, że sama rozmowa pomoże ?
-Mam taką nadzieję. –odpowiedział bez entuzjazmu. –Diego słuchaj, Naty musi tutaj zostać, ja z nią muszę być, nie wytrzymam kolejnej rozłąki, jeśli ona tutaj nie zostanie, to pojadę z nią w tą cholerną trasę, nie odpuszczę i nie poddam się. –oznajmił pewnie.
-Gdybym ja nie myślał podobnie, to teraz nie rozmawiał bym z Tobą. Jutro musimy do niej iść, porozmawiać, tak ?
-Tak.
-Zdzwonimy się. A teraz sorry, muszę iść zobaczyć co z Lu.
-Tak, jasne. Idź. –podarowałem mu uśmiech. Pożegnałem się z chłopakiem i wyszedłem.
-----------------------------------------
Rozdział krótki i bezsensowny, za co bardzo was przepraszam, mój kochany dostawca Interneta mnie nie lubi przez co ciągle mi go odcina, dodatkowo ostatnio jakoś brak weny mi dospiera i jak każdy z was… wyciąganie ocen. Czysta masakra.
Bardzo wam dziękuję za przybywające komentarze, dziękuję, że czytacie, i że jesteście!
Kocham was mocno!

Ps. Wraz z moją kochaną Cisver77 szykujemy dla was niespodziankę! <3
Na pewno się wam spodoba! ;*
~Nikuś!

niedziela, 1 czerwca 2014

Rozdział 41



*Violetta*
Mając w torebce kilka lekarstw dla mojego chłopaka szybko ruszyłam w stronę jego posesji, gdy tylko tam dotarłam, weszłam i kierując się prosto do kuchni zaparzyłam mu kolejnej herbaty, wzięłam ją i powoli wspinając się po schodach dotarłam do jego sypialni. Zapukałam i słysząc słabe „proszę” weszłam do środka. Widok, który tam zastałam wcale mnie nie zadowolił. Leon leżał w łóżku jeszcze bladszy niż przed kilkunastoma minutami. Kaszel nie ustępował, wręcz się pogłębiał,  co jakiś czas się dusił.
-O mój boże Leon! –powiedziałam zmartwionym głosem i podbiegłam do chłopaka dotykając jego czoła. –Cały jesteś rozpalony. –mówiłam podenerwowana.
-To tylko grypa. –powiedział cicho i zakaszlnął.
-Mam lekarstwa. –oznajmiłam wyciągając z torebki syrop, wyciągnęłam go z opakowania, ostrożnie wlałam na łyżeczkę dawkę lekarstwa , i skierowałam ją do ust Leona. Chłopak ciężko ją przełknął i spojrzał na mnie z bólem w oczach. –Wszystko będzie dobrze. –powiedziałam dotykając jego policzka. –Wyzdrowiejesz a potem zabiorę Cię na długi spacer. –oznajmiłam uśmiechając się.
-Nie wiem czym Sobie na Ciebie zasłużyłem.
-Cii.-położyłam palec na jego ustach. –odpoczywaj, ja tutaj będę. –chwyciłam jego rękę i patrzyłam w jego oczy, które zaczęły się zamykać szykując organizm na sen.

*Francesca*
W życiu czasem jest tak, że jesteśmy zdołowani lub smutni. W życiu czasem jest tak, że mamy go dość. Czasem mamy ochotę coś walnąć, rzucić czymś, wyrzyć się. Tak już jest, nikt nie jest w stanie tego przezwyciężyć, trzeba przeczekać. Gdy się poczeka, zobaczy się słońce, zobaczy się niebo, tęczę, ptaki, które szybują wysoko, zachce się nam latać tak jak one.
Bo życie jest skonstruowane tak, że raz jesteśmy wysoko, raz nisko, ale bez względu na wszystko z czasem znajdziemy się wysoko, mimo trudnych momentów, mimo przeciwności losu. Zawsze, ale to zawsze w końcu nam się uda. Wystarczy poczekać, uzbroić się w cierpliwość. Bo cierpliwość to rzecz święta. –Tak mówią starsi, a oni zawsze mają racje, wiedzą co dobre i złe.
-Kochanie w co wierzysz ?
-W miłość. –spojrzał na mnie z błyskiem w oczach.
-W co jeszcze ?
-W przeznaczenie, w radość, w życie.
-Wierzysz, że jeśli się chcę to można wszystko ?
-Takie coś to spełnianie marzeń, życie polega na tym aby je spełniać.
-Żeby je spełnić potrzebna jest cierpliwość.
-Nikt nie dzieje się od razu, trzeba poczekać.
-Prawda. –uśmiechnęłam się. –To może ta ? –wróciłam do wybierania sukienki.
-Kochanie to przecież obojętne.
-No to ta! –w końcu się zdecydowałam i skierowałam się do łazienki . Tam ubrałam przygotowany zestaw, wyprostowałam włosy i zrobiłam makijaż.
-Pięknie wyglądasz. –skomplementował mnie Federico gdy tylko wyszłam z łazienki.
-Dziękuję. –podarowałam mu uśmiech. –To co z tą niespodzianką ? –Mój mąż spojrzał na zegarek, a następnie na mnie, wstał i z kieszeni wyjął chustę. –Po co ci to ? –spytałam wskazując na materiał.
-Żeby Ci zasłonić oczy. –powiedział radośnie.
-Ale ja nie chcę.
-Chcesz. –pocałował mnie i mimo mojego oporu zawiązał mi na oczach chustę. Następnie wziął mnie na ręce i powoli zniósł na dół po schodach, tam postawił na ziemi i kazał czekać. Słyszałam jak Federico otwiera drzwi i wita się z przybyszem.
-Ja tu jestem i mam dość ciemności. –powiedziałam zwracając na Siebie uwagę.
-Dobrze, niespodzianka jest gotowa. –podszedł do mnie, pocałował w policzek i zdjął materiał.
-TATA! –krzyknęłam widząc mojego rodziciela. –Co ty tu robisz ? –pytałam pełna radości.
-Jestem! –powiedział i mnie przytulił.

*Ludmiła*
Przed wyjściem na miasto z Diego szybko pobiegłam do swojego pokoju aby się przebrać, stety lub niestety moje plany pokrzyżowały dźwięki pochodzące z pokoju mojej siostry, podchodząc bliżej do drzwi, rozpoznałam je, usłyszałam gorzki płacz, bez zastanowienia wtargnęłam do królestwa szatynki i zobaczyłam ją leżąca na łóżku, płaczącą do poduszki. Sama miała na Sobie tylko majtki i koszulkę założoną na lewo, cały makijaż miała rozmazany i włosy potargane.
-Natalia co on Ci zrobił ?! –spytałam podbiegając do niej i obejmując ramieniem. W tej chwili nie liczyło się dla mnie jak dziewczyna mnie traktuję, czy jest moją siostra czy obcą dziewczyną, widziałam na jej twarzy smutek i żal, w jej oczach zobaczyłam słowa „poddaję się”, nie mogłam jej tak zostawić, każdy człowiek potrzebuje czasem wsparcia. –Powiedział coś niestosownego ? –próbowałam coś od niej wyciągnąć.
-Gorzej. –odpowiedziała krztusząc się łzami.
-Zgwałcił ?! –bałam się odpowiedzi, jeśli tak się stało chciałam aby chłopak pożałował i mnie popamiętał. Nie pozwoliłabym na to aby facet wykorzystywał psychicznie i fizycznie drobną osobę, uważam, że gwałt to coś paskudnego, coś na co nikt nie powinien pozwalać, dla kobiety jest to uraz do końca życia, coś co zawsze będzie pamiętać. –Naty odpowiedz. –powiedziałam delikatnie tuląc ją do Siebie. Dziewczyna w końcu na mnie spojrzała.
-Lu on mnie pokochał. –kamień spadł mi serca a na jego miejsce wstąpiło szczęście, lepszej odpowiedzi nie mogłam się spodziewać.
-Naty nie płacz. –podałam jej chusteczkę. –Wstań, idź do łazienki, przejrzyj się w lustrze, ogarnij się, doprowadź swoją twarz do normalnego wyglądu i przyjrzyj się dziewczynie, którą ktoś pokochał, dziewczynie, która ma pełne serce, a następnie wróć tu i wszystko mi opowiedz. –powiedziałam uśmiechając się.
-To nie ma sensu. –oznajmiła łkając.
-Ma, wiem co mówię. –podarowałam ja uśmiech. –A teraz wstawaj i szybko leć do łazienki. –zachęciłam ją klaszcząc w dłonie. Dziewczyna po krótkim zastanowieniu się w końcu wstała.
-Wybierzesz mi jakiś lepszy zestaw niż to ? –wskazała na swój „strój”.
-Jasne. –także wstałam i z uśmiechem na twarzy skierowałam się do jej garderoby, otwierając ją zobaczyłam same krótkie spódniczki i obcisłe bluzki, żadnych trampek, same obcasy.
-Naty musimy iść na zakupy! –krzyknęłam aby usłyszała mnie z łazienki.
-Po co ?
-Bo ubierasz się jak dziwka, stara Naty tak się nie ubierała.
-Dobrze, niech będzie. –uśmiechnęłam się sama do Siebie i ponownie zanurkowałam w jej szafie, w końcu udało mi się wybrać coś stosownego i podałam zestaw dziewczynie.
Do : Diego
Diego, przepraszam ale z naszego spaceru nici, Naty ma problem, możemy to przełożyć na jutro ?
Wysłałam wiadomość do mojego chłopaka, aby nie siedział w holu wieczność i usiadłam na łóżko czekając na Natalię. Po chwili mój telefon zadzwonił.
Od : Diego
Jasne, powodzenia ;* Kocham Cię.
Uśmiechnęłam się do ekranu i włożyłam urządzenie do kieszeni. Po chwili ubrana i umalowana Naty wyszła z łazienki.
-Brakuję mi tylko uśmiechu. –oznajmiłam dokładnie się jej przyglądając.
-Gdyby to było takie łatwe. –odpowiedziała załamana i usiadła koło mnie.
-Co się stało ?
-Po tym jak ty odeszłaś poszłam z Maxim do pokoju, tam zaczął swój bezsensowny monolog, bredził, że taka prawdziwa jestem lepsza, że nie potrzebna mi maska, że mnie kocha. –spuściła głowę. –Chciałam aby mi to udowodnił więc –na chwilę zawiesiła głos.
-Poszliście do łóżka ? –postanowiłam ją wyręczyć.
-Tak, myślałam, że będzie tak jak z każdym facetem, kolejny sex bez miłości. Przeliczyłam się. Poczułam miłość, kochałam się z facetem z miłości.
-Było to przyjemne ? –spytałam choć znałam odpowiedz.
-Cholernie. Zniszczył coś na co pracowałam 5 lat, obudził starą Naty.
-Poczułaś miłość, teraz możesz być szczęśliwa, twoje serce wreszcie nie jest zimne, Naty z Maxim będziesz szczęśliwa, skończy się wszystko co złe. Moglibyśmy tu zostać, ja z Diego, ty z Maxim, zakochałaś się ponownie, teraz wszystko może być inaczej.
-Nie, Ludmiła nie zostaniemy tutaj, jedziemy dalej, nie mam ochoty patrzeć na Maxi’ego, on potrafi tylko wszystko niszczyć, nie chcę miłości, nie chcę niczego zmieniać.
-Życie bez miłości jest bezsensu. Każdy tego potrzebuje, miłość daje nam skrzydła, pozwala się uśmiechać.
-Wolę mieć życie bezsensu, niż potem płakać przez faceta. Wystarczająco się już wypłakałam.
-Maxi też wycierpiał, każdemu trzeba dać drugą szansę.
-Nie, Ludmiła wyjeżdżamy, mam Maxiego głęboko w dupie. Dziękuję Ci za pocieszenie. –podarowała mi wymuszony uśmiech. –Teraz wiem, że powinniśmy wyjechać jak najszybciej.
-Nie taki miałam zamiar. –powiedziała z żalem.
-Zrozum, nie chcę cierpieć. –spojrzała na mnie, wstała i wyszła z pokoju. Poczułam zawód, nie udało mi się, pogorszyłam tylko sprawę, kilka łez spłynęło po moim policzku.

 *Maxi*
Mimo wydarzeń ostatnich dni wiem jedno, nie mogę się poddać. Wierzę, że z Naty mogę iść przez życie, że nasza miłość, to ta prawdziwa. A prawdziwa miłość nigdy nie umiera. Jej nie można zabić. Można do niej strzelać, albo zamknąć w najciemniejszym zakamarku naszego serca, ale ona jest sprytniejsza- wie jak przeżyć. Dlatego muszę to jej udowodnić, pokazać kim dla Siebie jesteśmy, tak mówi mi serce. Wierzę, że ona także mnie kocha, tylko nie potrafi tego do Siebie dopuścić, nigdy o mnie nie zapomniała, wierzę, że zawsze mnie kochała bo jesteśmy w stanie zamknąć oczy na kogoś gdy nie chcemy na niego patrzeć , ale nigdy nie jesteśmy w stanie zamknąć serca na tych których kochamy. Dlatego Naty nie jest w stanie odpychać mojej miłości przez wieczność, w końcu podda się miłości, będzie prawdziwie kochać.
Chodziłem tam i z powrotem przy wejściu do hotelu, czekałem na Natalie, chciałem jeszcze raz z nią porozmawiać, wiedziałem, że nie mam dużo czasu.
-Maxi ? –usłyszałem za Sobą głos. Obróciłem się i ujrzałem Diego.
-Hej Diego. –podarowałem mu uśmiech i uścisnąłem jego rękę.
-Stary coś ty zrobił z Naty ? Gadałem z Lu, mówiła, że Naty jest załamana.
-Długa historia. –chwyciłem się za głowę.
-Chcesz aby ona tu została ?
-No jasne.
-Ja chcę aby została tu Ludmiła, potrzebuję jej, a jeśli Naty pojedzie to Lu też, dlatego jedziemy na tym samym wózku, chodź do baru, pogadamy. –oznajmił.
-Jasne, to chodźmy.

*Violetta*
Gdy tylko Leon udał się do krainy Morfeusza ja zeszłam na dół aby przezwyciężyć głód i przygotować Sobie coś do zjedzenia. Docierając do kuchni otworzyłam lodówkę, wyciągnęłam jajka a następnie zaczęłam przygotowywać moje ukochane danie – jajecznicę. 10 minut później posiłek był gotowy a ja zasiadłam do stołu aby go spożyć, po kilku kęsach mój spokój przerwał Leon, który najwyraźniej się obudził i zaczął głośno kaszleć. Szybko wstałam z miejsca i wbiegłam na piętro, wchodząc do sypialni zobaczyłam siedzącego Leona, który dusił się kaszlem i nie mógł go powtrzymać, z trudem nabierał powietrza. Błyskawicznie wyciągnęłam telefon i wybrałam numer na pogotowie, z drżącym głosem wytłumaczyłam całą sytuacje dystrybutorce a ta wysłała do nas karetkę.
-Leon postaw nogi na ziemi i daj głowę jak najniżej, staraj się oddychać głęboko. –starałam się zachować spokój ale mimo to mój głos cały drżał, pomogłam mu zmienić pozycję i pochylić się. Moje serce się krajało gdy patrzyłam jak cierpi, chłopak cały się trząsł, powoli tracił świadomość i przytomność, ostry kaszel nie pozwalał mu na oddychanie. –Nie odpływaj, trzymaj się, rozumiesz ? –mówiłam ze łzami w oczach klepiąc go po policzku. W końcu przyjechała karetka, podali już niemalże nieprzytomnemu Leonowi tlen i szybko go zabrali. 

----------------------------------------------------
Madziu pozwoliłam Sobie użyć twojego tekstu o miłości z zeszłego komentarza ... mam nadzieję, że się nie obrazisz! ;* 
no i tamtamtam... Co będzie z Leosiem ? Czy Naty pozwoli Lu być szczęśliwą i zostaną w BA ?
Wszystko w nastepnych rozdziałach ;p