poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 36



Brak zrozumienia, brak bliskiej osoby, brak miłości. Największe krzywdy życia. Wtedy nasz świat jest szary, nie ma kolorów, nie latamy, nie chce nam się żyć. Na naszych twarzach nie ma uśmiechu, są jedynie łzy, gorzkie, pełne smutku łzy.
Gdy na  naszej drodze pojawia się ukochana osoba, gdy uświadamia Ci, ze Cię kocha, że jesteś dla niej ważna odzyskujemy kolory, dwa, trzy może dziesięć, ale ważne, że je odzyskujemy.
A co jeśli widzimy i słyszymy tą osobę, ale między wami stoi mur, przez który nie możecie iść dalej razem, coś w środku ci nie pozwala by być szczęśliwym ? …
Spokojnie siedziałam na łóżku, myślałam dlaczego tak musi być. Przeglądałam zdjęcia, moje i Maxi’ego. Moje i Ludmiły. Myślałam co by było gdyby, jakby było gdybym postępowała inaczej. Słysząc dzwonek w telefonie, informujący mnie o przychodzącym sms’ie aż podskoczyłam. Szybko chwyciłam urządzenie i odczytałam wiadomość.
Od : Maxi
Wychodząc mówiłem prawdę, proszę pomyśl o tym co powiedziałem. Nie chcę abyś pokazywała wszystkim swoją maskę, bądź prawdziwa, taka jesteś najlepsza.
Zrób dla mnie jedno, pomyśl o tym.
Kocham, Maxi.
Czytając pojedyńcza łza spłynęła po moim policzku, przeczytałam treść wiadomości jeszcze kilka razy dokładnie analizując każde słowo, po chwili odpisałam.
Do : Maxi
Dlaczego to robisz ? Dlaczego chcesz abym była prawdziwa ? Dlaczego piszesz i mówisz, że mnie kochasz ? Dlaczego mnie całujesz ?
Masz dziewczynę.
Napisałam kilka z wielu  nurtujących mnie pytań. Na odpowiedz nie czekałam długo.
Od : Maxi
Bo jesteś dla mnie ważna, zawsze byłaś i zawsze będziesz.
Przeczytałam i rzuciłam telefonem o podłogę, miałam dość, nie chciałam dłużej cierpieć, chciałam być Natalią z przed przyjazdu do Argentyny.  Szybko wstałam z wygodnego łóżka, nerwowo przeszukałam szafę wybierając nowy zestaw ubrań, umalowałam się i wyprostowałam włosy. Końcowy efekt mnie zachwycił, wyglądałam tak jak planowałam, seksownie i bogato. Byłam Natalią Ferro, która nie ma uczuć, nie kocha i jest szczęśliwa żyjąc we własnym świecie.
Wychodząc z pokoju trzasnęłam drzwiami i szybkim krokiem wyszłam z budynku. Stanęłam na środku chodnika i zaczęłam się zastanawiać w jakim celu właściwie wyszłam z budynku.
-Naty zacznij panować nad emocjami! –powiedziałam sama do Siebie i rozejrzałam się dookoła. Wszędzie samochody , hałas i ludzie. Do głowy wpadło mi jedno miejsce. Jezioro.

*Diego*

Encuentro todo
En mi música
Porque estoy
Siempre bailando
-Posłuchaj mojej piosenki, rób to co dyktuje ci serce. –zaśpiewała z wielkim uśmiechem na twarzy.  –Ta piosenka jest piękna! Rób to co dyktuje ci serce a będziesz szczęśliwy. –mówiła patrząc w niebo.
-O tym wtedy myślałem pisząc ją. –oświadczyłem chwytając jej rękę.
-Dlaczego już nie śpiewasz ?
-Bo gram w siatkówkę.
-Ależ imponująca odpowiedz. –powiedziała śmiejąc się. –A tak na serio ?
-Straciłem zapał do muzyki, już nie sprawia mi tyle radości.
-Dlaczego ?
-Żeby śpiewać trzeba radości a do radości potrzeba miłości.
-Czyli to przeze mnie ? –w jej oczach zobaczyłem smutek.
-Nie.
-Diego widzę to, to przez mnie, wyjechałam i straciłeś radość do kochania, radość do muzyki.
-Ale zyskałem radość do sportu.
-Ale muzyka to twoja pasja! To właśnie robisz najlepiej!
-A widziałaś jak gram ?
-Widziałam, wolę jak śpiewasz. –pociągnęła mnie za rękę i usiadła na ławce.
Encuentro todo
En mi música
Porque estoy
Siempre bailando –zaczęła, gdy była w połowie zwrotki zaczęła mnie zachęcać abym się dołączył.
Que mi música
Me diga que
Estoy buscando
Buscando en míí
-No i widzisz! Nadal śpiewasz, nadal sprawia Ci to radość! –mówiła z ekscytacją w głosie.
-Tak, ale i tak zostanę przy siatkówce. –posłałem jej uśmiech. –A dlaczego ty nie śpiewasz zawodowo ? Przecież jesteś świetna, zawsze o tym marzyłaś.
-W życiu potoczyło mi się inaczej, zostałam fryzjerem, wyjechałam, zmieniłam się.
-Żałujesz ?
-Wyjazdu ? Zmiany ?
-Tak.
-Zmiany nie, była to najlepsza rzecz jaką mogła się stać, teraz mam przyjaciół, zaufanych Sobie ludzi, potrafię kochać. –słysząc to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. „Potrafię kochać”, do tego dążyłem będąc z nią w związku, chciałem aby poczuła co to miłość. –A wyjazdu ? Żałuję, bo to tutaj mam rodzinę, miłość i coś czego nie ma nigdzie indziej.
-Tutaj jest taka siła, która sprawia, że możesz kochać. –pomogłem jej dokończyć.
-Dokładnie. Tu się nauczyłam kochać i tu będę kochać najbardziej. –Spojrzała mi w oczy. –Diego przepraszam. –powiedziała szczerze jak nigdy. Ludmiła Ferro powiedziała słowa pokory szczerze, nie wstydzi się tego. To najbardziej świadczy o jej przemianie, szczerej przemianie. –Bardzo Cię przepraszam, zostawiłam Cię, zniszczyłam mnóstwo rzeczy, wyjechałam łamiąc Ci serce. –Mówiąc to łzy zaczęły spływać po jej policzku, szybko je starłem i wbiłem się w jej usta.
-Nic nie mów, każdy popełnia błędy, każdy potem ich żałuje ale ty się nie obwiniaj. Poradziłem Sobie, tak ? Jestem tutaj, żyję, uśmiecham się i kocham, cały czas Ciebie. –oświadczyłem patrząc jej głęboko w oczy.
-Dlaczego kochasz ? Dlaczego nadal kochasz akurat mnie ?
-Bo jesteś niesamowita, twoja zmiana, twój charakter, śliczne oczy i włosy. –blondynka słysząc to zarumieniła się. –Miłość jest silniejsza od rozumu i emocji.
-Tyle rzeczy Ci zawdzięczam. Ty mnie nauczyłeś kochać, uśmiechać się szczerze, a teraz przywracasz kolory do mojego świata.
-To także twoja zasługa, to chcesz być szczęśliwa , ja tylko Ci pomagam i zawsze będę, zawsze przy Tobie. 
-Diego –na chwile zawiesiła głos. –Ale ja tu nie jestem na zawsze. Za niedługo wyjeżdżam.
-Wiem, ale tak się nie stanie, sprawię, że zostaniesz. Jak to mówi Violetta, spełnię marzenia.
-Jak to zrobisz ?
-Użyję magicznych mocy. –dziewczyna zaśmiała się.
-Chcę być przy Tobie. –położyła swoje ręce na moich ramionach a następnie delikatnie mnie pocałowała.

*Camila*
Podśpiewując  Sobie pod nosem ukochane piosenki, pełna uśmiechu weszłam do mojego bloku, z letkością wskakiwałam na kolejne schodki aby wejść na drugie piętro. Gdy w końcu udało mi się wspiąć zaczęłam szukać kluczy w torebce, co okazało się wielkim wyzwaniem.
-Część Camilla. –usłyszałam za Sobą znajomy głos, gwałtownie się odwróciłam.
-Gary ? –poczułam w gardle ciężką kulę. –Czczemu nie jesteś w więzieniu ? –spytałam lekko się cofając.
-Oczekuję na rozprawę w domu. Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię, naprawdę. –mimo jego słów zrobiłam krok do tyłu. –Cami, nie bój się mnie! Przecież wiesz jak było.
-Odejdź, nie zbliżaj się do mnie! –strach opętał moje ciało, przed moimi oczami pojawił się Gary z bronią w ręku.
-Cami, proszę pogadajmy. –zbliżył się do mnie i dotknął mojej ręki, którą natychmiast odsunęłam.
-ODEJDŹ! –krzyknęłam trzęsąc się.
-Dlaczego się mnie boisz ? W szpitalu tak się nie zachowywałaś.
-W szpitalu byłam bezpieczna, odejdź!
--------------------------
Nie podoba mi się zbytnio ten rozdział, ale opinia zależy do was!
W następnym rozdziale szczera rozmowa Naty i Naxi, kolejny ich pocałunek, czy coś między nimi zaiskrzy ? Co będzie z Garym i Cami ? I co najważniejsze ... co będzie z Diego i Lu ?
Wszystkiego dowiecie się w następnych rozdziałach c;
7 kom -> next, który powinien być w piątek 
ponad 9 -> next w czwartek c; 

niedziela, 18 maja 2014

Nominacja do LBA #2

Druga już nominacja do LBA! <3
Tym razem od Mańki z bloga http://opowiadanialeonivilu.blogspot.com/ za co BARDZO dziekuję! <3

O to pytania od niej :
1. Ile masz lat ?
~ 15 c;
2. Jakie jest twoje ulubione jedzenie?
~ Ostatnią z mamą mamy fazę na jedzenia azjatyckie, uwielbiam domowe zapiekanki i makarony. Nie przepadam za jedzeniem włoskim, nie nawidzę owoców mórz, nie jestem fanem większości warzyw a z mięsa to tylko kurczaka zjem. Uwielbiam wymyślać i kocham ciasta! <3
3. Kogo z Violetty lubisz najbardziej?
~ Z aktorów to Tini, Lodo i Machi a także Ruggero. Z serialu Violę, Cami, Leona i Fede <33
4.  Widziałaś dziesiejszy odcinek Vioi?
~ Jest niedziela xd Widziałam piątkowy 3 razy.
5.  Jaki jest twój ulubiony przedmiot ?
~ Angielski, muzyka, technika i informatyka.
6. Ulubiony sklep?
~ SinSay, House i taki butik, którego nazwy nigdy nie pamiętam xdd
7. Ulubiony zestaw do szkoły?(ciuchów).
~ Mniej więcej coś takiego.
8. Gdzie chciałabyś pojechać na wakcje?
~ Hiszpania, Włochy, Anglia... gdzieś za granicę, krótko mówiąc xd
9. Masz BFF?
~ Tak <33
10. Co nakłoniło cię do pisania bloga?
~ Zainspirowały mnie inne blogi, podziwiałam inne dziewczyny i chciałam sama coś napisać ... wyszło takie coś ;p

Tym razem nikogo nie nominuję. Jeszcze raz dziękuję za nominacje <3

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 35



*Violetta*
-Cześć Violu! –w mgnieniu oka Camilla znalazła się przy nas, pocałowała mnie w policzek a następnie przytuliła Leona.
-Co ty taka szczęśliwa ? –spytałam darując jej szczery uśmiech.
-Posłuchałam twojej rady, teraz jestem szczęśliwa, korzystam z życia i latam! –Leon słysząc to cicho się zaśmiał.
-Czy to naprawdę takie śmieszne ?! –moja przyjaciółka lekko się oburzyła.
-Nie, Cami oczywiście, że nie. Ale widzę, że Violetta dzieli się moją teorią. –tu spojrzał na mnie i objął mnie ramieniem.
-W ten sposób uszczęśliwiam ludzi. –Leon się zaśmiał i lekko musnął moje usta.
-OOO, kochani jesteście! –zachwycała się Cami śmiesznie wymachując rękami. –A teraz przestańcie bo rzygać się chcę. –oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
-Widzę , że humor Ci dopisuję.
-Tak, jestem  szczęśliwa, bardzo. Jestem tam wysoko. –wskazała na niebo. – A teraz przepraszam, idę latać dalej. –oznajmiła i w podskokach od nas odeszła.
-Baw się dobrze! –krzyknęłam za nią.
-Życie jest piękne. –stwierdził uśmiechnięty Leon i chwycił moją dłoń.
-Zgadzam się. Gdzie Megan ?
-Tam! –wskazał na moją córkę bawiącą się z jakimś dzieckiem w piaskownicy. –Taka mała a już podrywa. –zaśmiał się a ja na to uderzyłam go w ramię. –Za co ? –oburzył się.
-Czy 5 letnie dziecko naprawdę nie może się pobawić ze swoim rówieśnikiem ?
-Ale słodko razem wyglądają.
-Bo to dzieci! Oni zawsze słodko wyglądają. A zwłaszcza moja córka.
-Ależ ty skromna.
-Mówi to ten, który uważa, że ma najpiękniejszą klatę.
-A nie mam ?! –znowu się oburzył a ja próbowałam powstrzymać śmiech.
-Nie, nie masz. –Leon słysząc to ściągnął swoją koszulkę zapominając, że jest w miejscu publicznym.
-Nie mam ? –wskazał na swój umięśniony tors.
-Leon stoimy w środku parku, ludzie się gapią!
-Jest ciepło, nie tylko ja chodzę bez koszulki a Ciebie wkurza to, że inne laski na mnie patrzą. Przyznaj. –spojrzał na mnie swoim uwodzicielskim wzrokiem.
-Nie, nie wkurza mnie to, ja nie pozostaję z tyłu, jakbyś nie zauważył co drugi facet patrzy na mój tyłek.
-KTÓRY ?! –Leon gwałtownie zaczął się rozglądać. –Twój tyłek należy tylko i wyłącznie do mnie!
-LEON! Uspokój się, ja się tylko z Tobą droczę i weź ubierz tą koszulkę.
-Najpierw przyznaj, że mam najpiękniejszą klatę. –na jego twarzy pojawił się cwaniacki uśmiech.
-Nie, nie dam Ci za wygraną. –w tej chwili zauważyłam wysoką blondynkę patrzącą na mojego Leona i czekającą aż tylko odejdę. Gwałtownie wbiłam się w usta chłopaka.
-Za co to ? –na twarzy bruneta pojawił się szeroki uśmiech. Ja natomiast spojrzałam na dziewczynę, która widząc nas postanowiła Sobie odpuścić. –Moja księżniczka jest zazdrosna ? –wyszeptał mi na ucho a ja aż podskoczyłam, chwilę wcześniej będąc zajętą dziewczyną. Zarumieniłam się i spuściłam głowę. –Nie martw się ty jesteś ładniejsza. –na mojej twarzy pojawiły się jeszcze większe rumieńce.
-Ubierzesz w końcu ta koszulkę ? –cicho się zaśmiałam.
-A jaką mam klatę ? –westchnęłam ciężko.
-Zawsze musisz być taki uparty ?
-Tak. No więc ? Jaką mam klatę ?
-Najpiękniejszą. –dotknęłam opuszkami placów jego brzucha, faktycznie była dobrze wyrobiona, a wyglądem też nie była najgorszą, była najpiękniejsza. Seksowna.
-Dziękuję, twój tyłek też nie jest najgorszy. –klepnął moje pośladki i ubrał koszulkę.
-Idę po Megan. –oznajmiłam odwracając się od Leona.
-Mam na Ciebie straszną ochotę. –chwycił mnie za rękę, odwrócił w swoją stronę. –Z taką dziewczyną jak ty jeszcze tego nie doznałem, chodźmy do domu, jesteś mi potrzebna.
-Leon opanuj się, jeszcze nie czas. –odpowiedziałam z wielkim bólem serca. Odmówienie takiej osobie jak Leon to coś strasznego.
-Ale dlaczego ?
-Leon zastanów się. –odeszłam od chłopaka i skierowałam się w stronę piaskownicy, w której bawiła się Megan.

*Ludmiła*
Dlaczego czasem tak jest, że mimo, że nic złego w danej chwili nam się dzieję my widzimy świat w szarych barwach ? Dlaczego nie chcę nam się latać lub skakać, mimo, że wokół nas nie dzieje się krzywda ? Dlaczego nie widzimy kolorów ?
Być może w naszym życiu brakuję emocji ; Smutki, szczęścia, złości lub radości. Czasem tego potrzebujemy, czasem potrzebujemy popłakać, pozłościć, dzięki temu nasze życie nie jest nudne. Bez tego świat jest szary, a nam brakuje emocji. 
Powoli podniosłam się z łóżka odkładając laptopa na bok, wstałam na równe nogi i wolnym krokiem podeszłam do szafy, wybrałam nowy zestaw ubrań, następnie poprawiłam makijaż, a z włosów upięłam warkocz.
-Jesteś piękna, jesteś silna, możesz wszystko. –powiedziałam sama do Siebie przeglądając się w lustrze. Efekt końcowy był zadowalający, chwyciłam torebkę i zaczęłam szukać poszczególnych gadżetów między czasie zastanawiając się gdzie właściwie powinnam iść. W końcu mi się udało, odnalazłam kartę do pokoju, portfel, telefon i słuchawki. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, podłączyłam słuchawki do iPoda i próbując wybrać jakąś piosenkę otworzyłam drzwi. Niestety byłam tak skupiona na małym urządzeniu, że nie zauważyłam, że ktoś stoi w drzwiach. Spotkało się to ze zderzeniem z osobą planującą mnie odwiedzić i upadkiem na ziemię. 
-Nic Ci nie jest ? –usłyszałam niski męski głos, podniosłam głowę i spojrzałam w oczy chłopaka, poczułam te wyraziste perfumy, ubrany był jak zwykle w skurzaną kurtkę, jego zielony oczy mówiły wszystko.
-Diego… -głos mi się na chwilę załamał. –Co ty tu robisz ?
-Ciii.. –szatyn położył palec na moich ustach przekazując abym nic nie mówiła, delikatnie pomógł mi wstać a następnie przytulił. –Dowiedziałem się, że przyjechałaś, Maxi mi powiedział. Musiałem Cię zobaczyć, przytulić. Pogadać. –w końcu się odezwał, głos miał załamany ale jednocześnie przepełniony ulgą. 5 lat temu wyjechałam, zostawiłam chłopaka, którego kochałam i kocham aby rozpocząć karierę, zostawiłam tu Diego aby spróbować czegoś innego. –Przeszkadzam Ci ? Widzę, że wychodzisz, to ja może pójdę. –zaczął mówić co raz szybciej, to niesamowite ile emocji może siedzieć w jednym ciele. Odwrócił się widząc moje milczenie.
-Nie Diego poczekaj. –chwyciłam go za rękę. –Nie jestem zajęta. –uśmiechnęłam się. –Chciałam wyjść aby nabrać kolorów, przeżyć coś wspaniałego, a ty mi możesz pomóc.
-Jasne. –na jego twarzy pojawił się uśmiech. Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam w stronę windy.

*Federico*
Obudziłem się w łóżku szpitalnym, z wtuloną we mnie Fran. Starając zbytnio się nie ruszać, aby nie obudzić wykończonej Francesci lekko podniosłem głowę.
-Stało się coś ? –spytałem widząc stojącą przy łóżku pielęgniarkę.
-Nie, kazano mi Pana obudzić bo nie można leżeć na łóżku pacjenta, ale po prostu nie mam serca, widać, że się kochacie. –zaśmiałem się.
-Dziękujemy, niestety nie mam jak zastosować się do zalecenia lekarza, sama Pani widzi, Fran tylko przy mnie czuję się bezpiecznie.
-Tak, tak proszę nie martwić, niech Pan się nią zajmie, ja nie przeszkadzam. –oznajmiła i wyszła. Ja spojrzałem na śpiącą Fran, mimo, że włosy miała rozczochrane, oczy podkrążone a na jej buzi nie widniał uśmiech była moją piękną ukochaną. Dla mnie zawsze jest dziewczyną ubraną w kolorowe sukienki, z kokardą na głowie i wielkim uśmiechem. Pięknym głosem i z ta niesamowitą energią.
-Kocham Cię najbardziej na świecie. –szepnąłem jej do ucha Fran a ta lekko się przebudziła.
-Ja Ciebie też. –powiedziała słabym głosem i lekko się uśmiechnęła.
-Odpoczywaj. –pocałowałem ją i mocno przytuliłem. Przyglądałem się jej dokładnie, wspominałem wszystkie wspaniałe chwilę ,a także te złe.
Przypomniał mi się dzień naszego ślubu. Fran ubrana w białą suknię jak z bajki, ja w czarnym garniturze, nasi przyjaciele i rodzina. Wszystko dopięte na ostatni guzik, uśmiech na twarzy każdego gościa, a największy na naszych. Ceremonialne „tak” i magiczny pocałunek. Później huczne wesele, muzyka w wykonaniu naszych przyjaciół, a także nas, wyśmienite menu i atmosfera. Zabawa do północy, taniec przepełniony miłością a później magiczna noc. Tradycyjna ceremonia, przepełniona magią, magią zwaną miłością.
Bo miłość jest magiczna, miłość to najpotężniejsze zaklęcie, pokonujące nawet najczarniejszą magię. Miłość rozświetla drogę, miłość pokona smutek , złość, nienawiść, zapomnienie a nawet ból. Ujawnia się pod każdym możliwym przyjemnym względem, miłość jest eliksirem na szczęście, lekiem na ból, muzyka dla uszu. Bez miłości życie nie ma kolorów.

 --------------------
Ten rozdział jest dziwny, tak, bardzo dziwny! 
Serio. 
I nie wiem co napisać ;c ... egzaminy przeżyłam ! Wielki sukces! xd
Rozdział w niedziele! ;*


wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 34



*Federico*
-Ale jak to poroniła ?!
-Organizm Pani żony nie był gotowy na ciążę, obawiam się , że mógł do tego się przyczynić stres przed ciążą lub choroby w dzieciństwie.
-To niemożliwe! –chwyciłem się za głowę. –Ona nie mogła stracić naszej fasolki!
-Przykro mi. –poklepał mnie po ramieniu i odszedł. Czyli to przeze mnie, to przez to, że ją zostawiłem, nie zajmowałem się nią, to przeze mnie! Straciłem moje dziecko, które już zdążyłem pokochać, łzy same cisnęły mi się do oczu, w tym momencie nie wstydziłem się płakać. Waliłem pięściami o ścianę, wrzeszczałem, byłem wściekły, wściekły na swoją głupotę.
Po godzinie udało mi się uspokoić, cicho otworzyłem drzwi Sali Fran i wszedłem do pomieszczenia. Francesca leżała pogrążona w myślach, twarz miała zapłakaną.
-Kochanie… -cicho wydobyłem z Siebie słowa
-Odejdz! Jestem do niczego, nie potrafię nawet donosić twojego dziecka, idź znajdź kogoś z kim będziesz mógł mieć rodzinę. –mówiła cicho a łzy same lały się po jej policzku.
-Fran posłuchaj. –usiadłem na roku jej łóżka i chwyciłem jej dłoń. –Wiadomość o stracie fasolki strząsnęło nami oboje, ale nie możemy się załamywać a tym bardziej odchodzić od Siebie. Pamiętasz co Sobie przyrzekliśmy przy ołtarzu ? –podniosłem jej podbródek tak aby patrzyła na mnie. –Nie opuszczę Cię aż do śmierci, tak ? –dziewczyna lekko kiwnęła głową.-Przejdziemy przez to razem i wyhodujemy jeszcze wiele fasolek. –gdy tylko to wypowiedziałem w oczach Fran pojawiła się iskierka.
-Fede czemu się nie smucisz ? Czemu nie płaczesz ?
-Ciesz się, że nie widziałeś co wyprawiałem na korytarzu. –zaśmiałem się. –Dostałem leki na uspokojenie od pielęgniarki.  –na jej twarzy pojawił się skromny uśmiech.
-Federico obiecaj mi, że będziemy szczęśliwi.
-Zawsze byliśmy i zawsze będziemy, na starość wspomnimy tą chwilę bawiąc się z wnukami. Kocham Cię, a tu –wskazałem na jej brzuch. –rozwinie się jeszcze fasolka, która będzie miała najlepszych rodziców na świecie.
-Te leki chyba były bardzo mocne, ja tak teraz nie potrafię, czuję pustkę pod sercem, wiedząc, że nie ma tam fasolki, jak ty to robisz ? Zawsze się uśmiechasz.
-Energię do uśmiechania dajesz mi ty, bez Ciebie nie umiałbym nic. –pocałowałem ją. –Gdy tylko stąd wyjdziesz zrobimy coś szalonego, następnie schowamy naszą fasolkę do naszych serc a sami wyhodujemy następną, tak ?
-Tak. –uśmiechnęła się. –Idz do domu odpocznij, jesteś wykończony.
-Wcale nie jestem.
-Fede widzę to. Idź, proszę.
-Nie zostawię Cię teraz samej, potrzebujemy teraz Siebie. –zapadła chwila ciszy.
-Tak, masz racje. –posunęła się przeciwległy skraj łóżka. –chodź tu. –wskazała na miejsce koło siebie. Wedle rozkazu położyłem się koło niej, Fran wtuliła się we mnie i zamknęła oczy, chwilę później już spała, poszedłem w jej ślady i odpłynąłem do Krainy Morfeusza.

*Natalia*
Dlaczego zaprosiłam Maxi’ego do Siebie ? Bo go potrzebuję, tak mówi mi serce, potrzebuję poczuć smak jego ust, usłyszeć jego głos poczuć te perfumy. Tego mi teraz potrzeba.
Nie czekałam długo, 40 minut po napisaniu sms’a usłyszałam pukanie, szybko podbiegłam do drzwi i je otworzyłam.
-Hej Maxi. –powiedziałam speszona, gdyż nagle straciłam całą pewność Siebie.
-Cześć Naty, stało się coś ?
-Tak. –na chwilę zawiesiłam głos. –Bo ja Cię potrzebuję. –Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony.
-Czyli jednak się nie zmieniłaś, nie jesteś taka jak mówiła Ludmiła.
-Maxi jestem, zmieniłam się, przez Ciebie. –spojrzałam głęboko w jego oczy. –Próbowałam zapomnieć i zaistnieć, żyć inaczej, ale… -zrobiłam krok w jego stronę. –Przepraszam. –na jego twarzy pojawiła się zdezorientowana mina.
-To nie ty powinnaś przepraszać al… -nie był w stanie dokończyć, przerwałam mu. Namiętnie go pocałowałam, zrobiłam to co chciałam, poczułam smak jego ust, poczułam jak to jest kochać. Chłopak gdy tylko się zorientował co się dzieję oddał pocałunek co  wprawiło mnie  w jeszcze większy zachwyt. Gdy tylko się od Siebie oderwaliśmy spuściłam głowę.
-Za  to Przepraszam,  ja po prostu musiałam. Możesz iść, możesz zapomnieć. –oznajmiłam cicho.
-Nie Naty, zaczęliśmy to teraz skończymy. –podniósł mój podbródek, spojrzał głęboko w oczy, a następnie mnie pocałował, pocałunki stawały co się co raz bardziej namiętne, chłopak błądził rękami po moich plecach, w pewnej chwili oderwał się od moich ust, zdjął mi koszulkę, następnie zrobił to samo ze swoją i ponownie wbił się w moje usta. Z rękami przeniósł się na moje pośladki, lekko je ściskał a w pewnej chwili odpiął guzik moich spodek i lekkim ruchem zrzucił tak, że znalazły się przy moich kostkach. Tym sposobem znalazłam się w samej bieliźnie, stałam oddając jego pocałunki i błądząc rękami po jego włosach. Maxi w końcu oderwał się od moich ust i spojrzał na mnie z iskrami w jego oczach. Chwycił moje dłonie i ustawił na swoich biodrach tuż przy rozporku.
-Skoro się zmieniłaś to dalej, ściągnij mi spodnie i działaj, oboje tego chcemy, następnie ściągnij swój stanik. –tu spojrzał na moje okazałe piersi. –i pozwól abyśmy stali się jednością.
-Chcesz abym w ten sposób udowodniła Ci jaka jestem ?
-Tak, bo ty się wcale nie zmieniłaś. –nie wiedziałam co powiedzieć, czy ten zwykły chłopak faktycznie mnie przejrzał. Czy ujrzał we mnie tą starą Natalię, przyćmioną sławą ?
-Zmieniłam się, ale widzę, że ty też.
-Natalio nie zmieniał tematu, to czy się zmieniłem nie ma znaczenia, rozmawiamy o Tobie. Jesteś silna, zgadza się, stawiasz na swoje, ale nie zmieniłaś się w dziwkę, nadal jesteś delikatna.
-Nie jestem dziwką ? Popatrz na mnie ! Stoję przed Tobą w najdroższej bieliźnie, 3 godziny temu spotkaliśmy się po latach a ja prawię wylądowałam z Tobą w łóżku. Nadal nie jestem dziwką ? –próbowałam dopiec swego, mimo wszystko chciałam aby zobaczył tą nową mnie.
-Naty czy ty próbujesz mi udowodnić , że jesteś zwykłą tanią laską ?
-Nie, próbuję Ci pokazać, że się zmieniłam.
-Na gorsze ?
-Może … -spuściłam głowę.
-Nie Naty, nie zmieniłaś się. Natalia Ferro nie poszłaby do łóżka z pierwszym lepszym facetem.
-Maxi gdybyś nie przerwał właśnie miał byś orgazm.
-Pozwoliłaś się ponieść ale nic po za tym nie robiłaś, nie planowałaś, że zaciągnę Cię do łóżka, nie chciałaś tego. Przyznaj. –zbliżył się do mnie i lekko musnął moje usta. –Nadal jesteś tą Natalią, którą kochałem za czasów Studia, wyhodowałaś tylko skorupę, która ukrywa twoje prawdziwe ja, nadal jesteś wrażliwa, delikatna, odrzucona i zagubiona  w własnym świecie. Jesteś świetną aktorką.
-Możesz już iść. –powiedziałam cicho.
-I nadal nie umiesz Sobie radzić w takich sytuacjach, odkryłem twoją tajemnicę, odkryłem jaka jesteś, a teraz się boisz. Nie martw się nikomu nic nie powiem. –pocałował mnie w policzek. –Przemyśl to, zadzwoń, mimo, że nam przerwałem to bardzo tego chciałem, jesteś  bardzo pociągająca i piękna. Numer masz. –ostatni raz na mnie spojrzał i powoli wyszedł. Ja tymczasem rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać, płakać z bezsilności. Nie mogłam uwierzyć w to, że w jednej chwili zobaczył coś co nikt inny nie umiał, dlaczego to akurat w nim musiałam się zakochać, dlaczego ?

*Leon*
W końcu nam wszystkim się udało, wszyscy jesteśmy wysoko nad Ziemią, latamy razem, śmiejemy się i uśmiechamy. Spędzamy miło czas, kochamy się.
-Leon spójrz. –wskazała palcem na dziewczynę śpiewającą, skaczącą i bardzo szczęśliwą, będącą przed nami. –Czy to nie jest Cami ? –Przyjrzałem się dokładniej kobiecie, faktycznie miała długie rude włosy i figurę podobną do naszej przyjaciółki.
-Wygląda jak Cami, ale Camilla w ostatnich dniach nie jest tak szczęśliwa.
-Tak.. poczekaj, sprawdzimy. –zatrzymała się. –CAMILLA! –wrzasnęła najgłośniej jak mogła by dziewczyna ją usłyszała , chwilę później zobaczyliśmy roześmianą twarz Cami, która widząc nas podbiegła do nas z uśmiechem. 
--------
Kocham, kocham i jeszcze raz kocham ten rozdział, strasznie mi się podoba, STRASZNIE! Jestem z niego cholernie dumna, mam nadzieje, że wam też się spodoba. 
Z początku nie wiedziałam czy dodać wam go dzisiaj bo jest świadoma, że w dni szkolne wyświetlenia maleją a chciałabym, żeby osób go przeczytało i skomentowało, no ale musiałam wam go dać! 
Następny w piątek, gdzie nastąpi spotkanie Lu z Diego ... nananana. 
A od jutra do piątku Nikola pisze próbne egzaminy gimnazjalne ... trzymajcie kciuki! ;*

niedziela, 11 maja 2014

Rozdział 33




*Federico*
-Kochanie gdzie jesteś ?
-W pracy, stało się coś ?
-Słabo się czuję, fasolka się chyba denerwuje.
-Fran mówiłem, że powinnaś zostać w domu. Zaraz tam będę. –Rozłączyłem się i błyskawicznym tempie wyszedłem z gabinetu i skierowałem się do samochodu. Fran miała bardzo słaby głos, słysząc to od razu dało się wywnioskować, że nie czuje się najlepiej. Zawsze jest pełna uśmiechu, radości i energii, teraz było słychać ból.
Moje zdenerwowanie rosło gdy musiałem stawać na światłach i czekać, chciałem dotrzeć do mojej żony jak najszybciej, umilić jej ból, pomóc.
Po 20 minutach dotarłem pod budynek szkoły muzycznej gdzie pracowała Francesca, gdy tylko zaparkowałem moje ciśnienie gwałtownie się podniosło. Ujrzałem karetkę. Ujrzałem lekarzy szybko pchających nosze na których leżała młoda dziewczyna.
Wysiadłem z auto i biegnąc najszybciej jak potrafię podbiegłem do karetki. Gdy zobaczyłem twarz dziewczyny moje największe obawy spełniły się. Na noszach leżała blada i nieprzytomna Francesca.

*Camilla*
„Jeśli tylko chcemy, możemy nawet latać”  -powiedziałam na głos i pewnym krokiem wyszłam z budynku. Spojrzałam na niebieskie niebo rozciągające się nad Buenos Aires. Słońce mocno grzało a lekki wietrzyć rozwiewał moje rude włosy.
W życiu każdego człowieka następują zmiany, ma ochotę coś zmienić, wyjechać, zmienić swoje życie, zacząć od nowa. Co do tego inspiruje ? Popełniane błędy, niespełniona miłość i wiele więcej czynników. W takich momentach chcemy zrobić coś inaczej, zmienić coś w Sobie, wygląd czy chociażby zachowanie, pracę lub hobby. Każdy bierze inną taktykę aby rozciągnąć skrzydła i polecieć wysoko do góry. Człowiek potrafi stanąc na głowie aby tylko być szczęśliwym aby poczuć radość i miłość w sercu.
Otworzyłam drzwi swojego mieszkania, weszłam, rozejrzałam się wokoło, od kilku dni stało puste, teraz znowu tu jestem, gotowa zawsze wchodzić i wychodzić stąd uśmiechnięta. Podeszłam do okna, otworzyłam go na oścież i głęboko nabrałam powietrza.
-Teraz będę szczęśliwa, od teraz będę latać! –powiedziałam i szeroko się uśmiechnęłam, następnie obróciłam się na pięcie i szybkim tempem poszłam do mojej garderoby. Po krótkim zastanawianiu się wybrałam nowy strój, a następnie weszłam do łazienki aby się odświeżyć.
Pół godziny później chwyciłam torebkę i pełna optymizmu wyszłam z mieszkania.
…
Spokojne alejki, zielone drzewa, ptaki, śmiejące się dzieci, taki widok wywołuje naszych twarzach uśmiech, chce nam się żyć, latać, wysoko ku niebu.
Spacerowałam spokojnie po parku przyglądając się naturze, wdychając świeże powietrze, czułam się wolna, miałam ochotę potańczyć, pośpiewać, zrobić coś szalonego.
Usiadłam na ławce, zaczęłam intensywnie myśleć nad zmianami.
-Nowa fryzura ? nie. Nowy styl ? nie, ten mi się bardzo podoba. Miłość ? zdecydowanie nie. –moje myśli biły się same ze Sobą. –Może nowy wystrój mieszkania ?
-TAK! –krzyknęłam nawet nie zdając Sobie sprawy, że powiedziałam to na głos.
-Pozytywna myśl ? –zapytał starszy mężczyzna siedzący na sąsiedniej ławce.
-Dokładnie. –zaśmiałam się. –Pan też jest taki szczęśliwy ?
-Od tego jest życie. –oznajmił i posłał mi szczery uśmiech.
-Tak… Żyjemy aby latać. –powiedziałam dopiero teraz zdając Sobie z tego sprawę.
-Dokładnie, jesteś kruszynko młoda, bądź szczęśliwa.
-Ma Pan racje.
-To teraz biegnij ku szczęściu , dziel się radością.
-Jasne, dziękuję Panu. –przytuliłam mężczyznę i skocznym krokiem ruszyłam dalej w głąb parku. Uśmiechałam się do każdego przechodnia, cicho śpiewałem swoje ulubione piosenki, w pewnym momencie dołączyłam się do grupy, która tańczyła, niektórzy patrzyli się na mnie jak wariatkę, mi to nie przeszkadzało, byłam szczęśliwa.
Veo, veo qué ves?
Olvida todo
díselo de una vez
Si crees que sí
no puedes fallar
Será tu sueño hecho realidad
Śpiewałam co kilka kroków obracając się wokół własnej osi, patrzyłam w niebieskie niebo, według polecenia starszego mężczyzny dzieliłam się szczęściem, ludzie na mój widok szeroko się uśmiechali, niektórzy klaskali lub po prostu sami zaczynali śpiewać i szli dalej.
W pewnym momencie poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę, gwałtownie się obróciłam i ujrzałam czarnoskórego chłopaka.
-Cześć Cami. –posłał mi szczery uśmiech. –Miło Cie widzieć taką szczęśliwą. –mimo, że nie byłam zachwycona starałam się nie opadać na ziemię, chciałam nadal dzielić się szczęściem i być wysoko nad ziemią.
-Odejdź, staram się tu być szczęśliwa. –ten słysząc to zaśmiał się. –To niby takie śmieszne ?
-Nie, po prostu nie staraj się, bądź.
-Jestem. –obróciłam się o 180 stopni. –Nie widać ?
-Widać, cała promieniejesz, ślicznie wyglądasz taka uśmiechnięta.
-Broadway nie ważne jak bardzo będziesz miły, i tak jesteś idiotą.
-Cami nie mów tak, każdy popełnia błędy, każdy zasługuje na kolejną szansę.
-Chcieć nie znaczy mieć, a teraz przepraszam idę Sobie polatać. –chłopak spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-Polatać ?
-Tak. –w podskokach odeszłam od Brazylijczyka i znowu zaczęłam śpiewać.

*Natalia*
Nie ważne jaką sławę odniesiesz, jak popularny jesteś, ile ludzi Cię zna, potrzebujesz prawdziwych przyjaciół, miłości. Bez tego czujesz się samotny bez względu na to ile osób Cię otacza. Gdy przyjaciele są daleko nie ma kto Cie wesprzeć, nie umiesz Sobie poradzić z pustką w sercu, która daje o Sobie znać, nie masz komu powiedzieć co czujesz.
Mama i Lena, dwie moje najlepsze przyjaciółki zostały daleko, ja jestem sama, muszę działać sama, być niezależna jak zawsze, tylko teraz moim najlepszym przyajcielem staje się serce, ono musi podpowiedzieć co powinnam zrobić, czy wypełnić pustkę czy cierpieć.
-Ludmiła masz numer Maxi’ego ? –spytałam wpadając do pokoju mojej siostry.
-W jakim celu Ci potrzebny ?
-Coś mi karze do niego zadzwonić.
-Naty chodź usiądź. –wskazała na łóżko. Niepewnie zrobiłam to co kazała. –Co Cię nęci ?
-Ludmiła nie jesteś moją przyjaciółką abym Ci mówiła czego potrzebuję.
-Jestem twoją siostrą.
-Siostrą z przypadku. Potrzebuję abyś była przyjaciółką z wyboru, niestety nie jesteś, nie zasługujesz, zabrałaś mi wszystko, wykorzystywałaś, nie zachowywałaś się jak siostra i przyjaciółka.
-Naty zmieniłam się.
-Ja też, a ty się do tego przyczyniłaś. Dasz mi ten numer ?
-Dam, ale pod jednym warunkiem.
-Jakim ?
-Przytul mnie.
-Po co ?
-Bo obie tego potrzebujemy. –ciężko westchnęłam i przytuliłam dziewczynę, pierwszy raz od 5 lat. –Proszę, jest w kontaktach. –dała mi do ręki swój telefon. Szybko odnalazłam numer chłopaka i przepisałam go.
-Dziękuję. –posłałam jej grymas przypominający uśmiech i wyszłam z pokoju.
Do: Maxi.
Przyjedź do hotelu, pokój 128.
~Natalia.

*Federico*
-Niestety mam bardzo złą wiadomość. –oznajmił lekarz wychodząc z Sali mojej żony. –Pani Cauviglia poroniła. –słysząc diagnozę dotknąłem stopami ziemi, straciłem skrzydła, mój świat się zawalił.
--------------
Cieszyć się szczęściem Cami, czy smucić nieszczęściem Fran... o to jest pytanie... 
Strasznie podoba mi się ten rozdział, jestem z niego strasznie dumna (co rzadko się zdarza), mam nadzieję, że  zaraziłam was ta energią Camilli bo taki miałam zamiar ;33
Co do Naty ... mówię to 3 raz ale w następnym rozdziale stanie się coś co was zaskoczy xd
Dziękuję za tyle komentarzy, jesteście wspaniali!