wtorek, 6 maja 2014

Rozdział 31



*Maxi*
Jak ciężko jest wyrzucić ukochaną osobę z serca ? Jak trudno jest zapomnieć o osobie, którą się kocha ? Jak ciężko żyć bez niej ?
Gdy spytasz osoby niedoświadczonej odpowie „normalnie, korzystaj z życia”, lecz czy tak się da ? Czy to jest takie łatwe, jak się wydaje ? Niektórzy odpowiedzą „tak”, inni „nie”, każdy człowiek stratę bliskiej osoby przeżywa inaczej, każdy znajduje inną taktykę, lecz każdemu jest trudno.
Czy mi się udało ? W pewnym sensie tak, zakochałem się od nowa, w kimś innym, lecz nigdy nie zapomniałem o tej pierwszej miłości, o tej, która dała mi szczęście.
-Maxi idziemy ? –z zamyśleń wyrwały mnie gotowe do wyjścia Veronica i Violetta.
-Tak, tak. –podniosłem się z wygodnej kanapy. –Gdzie Ludmiła ?
-Zaraz powinna być, dzwoniłam do Leona , niestety nie może iść z nami. –odpowiedziała Viola.
-Dobra, trudno. –starałem się robić dobrą minę do złej gdy, w głębi duszy nie chciałem zobaczyć Natalii, jeszcze wspaniale ubranej i umalowanej, błyszczącej jak gwiazda w towarzystwie mnóstwu facetów robiących jej zdjęcia. Wiedziałem, że źle do zniosę, że zakocham się w niej od nowa, było to do przewidzenia, przecież nigdy nie przestałem jej kochać.
-Jest Ludmiła. –rzekła Violetta słysząc dzwonek do drzwi. Szybko jej otworzyła i do środka weszła pięknie ubrana blondynka.
-Gotowi ?
-Tak. –odpowiedzieliśmy chórem.
-No to chodźmy. –skierowaliśmy się do samochodu.

*Leon*
-Aby spełnić marzenia trzeba wycierpieć. –powtarzałem Sobie w myślach w czasie wykładów. Nie umiałem się przyzwyczaić to „szkolnego” trybu życia. Na każdych zajęciach wiało nudą, sprawy nie polepszał starszy profesor mówiący bez energii i entuzjazmu w głosie. Część obecnych na Sali pilnie słuchała, inna sprawiała wrażenie, że słucha lekko podsypiając a inna zaś po prostu leżała z głową na ławce, pół przytomna. Do której grupy się zaliczałem ? Do pilnie słuchających, lecz nie do końca, większość rzeczy po prostu wlatywała mi do głowy a potem wylatywała,  uważnie robiłem notatki, lecz wszystko mnie rozpraszało, ciągle patrzyłem na ekran telefonu odliczając minuty do końca, chciałem tylko zobaczyć Violettę, przytulić ją, a następnie iść spać.
Lecz w jakimś celu wróciłem na Studia, wróciłem aby spełnić marzenia, aby zostać lekarzem. Aby zostać muzykiem, trzeba przecież grać, ćwiczyć i grać, aby zostać sportowcem trzeba trenować, biegać, skakać i trenować a żeby spełnić marzenia trzeba być wytrwałym i nie poddawać się. W taki sposób pocieszyła mnie Violetta wczorajszego dnia, gdy zadzwoniłem do niej wychodząc wyczerpany z uczelni. Zrozumiałem, że tak musi być, ona też dużo ćwiczyła i wycierpiała aby zostać tym kim jest. Aby zostać szczęśliwą matką musiała się pozbierać  po mojej stracie, potem musiała nauczyć się ufać, a potem od nowa kochać. Aby zostać piosenkarką, ciągle ćwiczyła co za skutkowało stratą głosu, mimo to się nie poddała i dała rady. Ja też dam, zostanę lekarzem, będę ratować ludzkie życia. Dokończę to co zacząłem, spełnię marzenia.

*Federico*
-Kochanie idę do pracy! –krzyknęła moja żona zbiegając ze schodów ubrana, i umalowana do wyjścia.
-Fran poczekaj, chyba się przesłyszałem. Co powiedziałaś ?
-Idę do pracy, do takiego miejsca gdzie się pracuję, w moim przypadku gdzie uczy się śpiewu. Poznajesz ?
-Dobre żarty słonko, nigdzie nie idziesz.
-Zwolnią mnie.
-Masz urlop, załatwiłem Ci.
-FEDERICO!
-Tak ?
-Ja chcę iść do pracy.
-Powiedziałem, że nie.
-A ty ? Dlaczego nie idziesz ?
-Kancelaria poczeka, muszę się tobą zajmować.
-No to idź do pracy, ja też pójdę.
-Nigdzie nie pójdę, ty też nie pójdziesz.
-Dlaczego ?! –zaczęła lekko podnosić głos.
-Bo nie możesz, lekarz zabronił.
-Ale ja czuję świetnie! Popatrz! –zaczęła lekko podskakiwać do góry. –Jestem pełna energii.
-Fran kochanie, ty zawsze jesteś pełna energii, można wręcz powiedzieć, że jesteś nadpobudliwa.
-„Jesteś nadpobudliwa” –zaczęła mnie przedrzeźniać. –I kto to mówi ? Ja nie biegam po całym domu gdy zobaczę w bajce strasznego potwora.
-Ja nie płaczę gdy jakaś para w serialu się rozstanie!
-To jest co innego! Ja nie mam ADHD!
-A ja niby mam ?
-Masz.
-Dlaczego tak twierdzisz ?
-Doktor tak powiedział.
-To było jak byłem mały! Zjadłem wtedy całą paczkę cukierków! –zaczęłam zgrywać oburzonego.
-To i tak nie zmienia faktu, że masz ADHD! –pocałowała mnie w policzek. –Do widzenia. –skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
-FRANCESCA!
-Też Cię kocham kochanie!

*Maxi*
W związku z tym, że Ludmiła jest siostrą Naty, mamy miejsca przy samym wybiegu, w pierwszym rzędzie, będę mógł zobaczyć każdy cal piękna Natalii, czy zadawalało mnie to ? Ciężko stwierdzić.
-Kochanie o czym tak myślisz ? –spytała Veronica.
-O niczym. –wymusiłem uśmiech.
-Okey. –powróciła do rozmowy z Ludmiłą. To mi w niej przeszkadzało, nie była w stanie pocieszyć, nie potrafi wyczytać tego co czuję, Natalia to umie. Każdy człowiek, który w głębi serca Cię kocha to umie. Więc czy Veronica mnie kocha, czy traktuje nasz związek poważnie ?
Nagle zgasły wszystkie światła i zaczęła grać muzyka, chwilę później wybieg się oświetlił a wszystkie światła padły na niego. Błyski fleszów zaczęły wariować gdy na scenie pojawiła się szatynka o długich nogach ubrana w urozmaiconą zmysłową bieliznę, gdy dziewczyna znalazła się na wprost mnie zorientowałem się, ze pokaz otwiera sama Natalia. Świeciła własnym światłem, błyszczała, była piękna. Osiągnęła to o co ją
prosiłem, stała się samo wystarczalna i samodzielna, ludzie na jej widok wstali z miejsc, zazdrościli jej urody, pokochali ją od pierwszego wejrzenia.
Gdy tylko znalazła się za kulisami na scenę weszły inne modelki, żadne nie świeciły tak bardzo jak ona, żadna nie wprawiła w zachwyt ludzi tak bardzo jak Naty.

*Natalia*
Gdy stojąc za kulisami, patrząc na widownie dostrzegłam Maxi’ego w towarzystwie jakieś laski moja złosć na Ludmiłę sięgnęła zenitu. Nie rozumiałam jak mogła to mi zrobić , wiedząc co przeżyłam. Mimo to, niczego nie pokazywałam, pewnym krokiem wyszłam na wybieg, zaprezentowałam swoje atuty i nie zwracając uwagi na niespodziewanych gości zeszłam z wybiegu. Zostało mi tylko zamknąć pokaz i mogłam stanąć oko w oko z towarzyszami mojej siostry.
Ostatni raz weszłam na wybieg, paparazzi po raz drugi zaczęło wariować na mój widok, robili mnóstwo zdjęć, zaprezentowałam się i z myślą przebrania się w piękną kreację i pójścia na galę otwarcia trasy
pokazowej zeszłam ze sceny.
-----------
Rozdział moim zdjaniem... szału nie ma, dupy nie urywa!
Maxi i Naty ... powiem wam, że będzie się działo! <3
Ja mam dość szkoły to Leoś też ... <3
DZIEKUJĘ ZA TYLE KOMENTARZY! <3
Ti amo mucho!

niedziela, 4 maja 2014

One Shot


Nie ważne czy ludzie się nienawidzą czy nie znają, gdy tylko umieści się ich w jednym pomieszczeniu, gwarantowane, że się polubią, zbliżą i poznają aż w końcu zadadzą Sobie jedno pytanie…  
Historia ta opowiada o nieszczęściu dziewczyny, i monotonnym życiu chłopaka, gdy tylko się poznają, spędzą ze sobą czas, chłopak zada dziewczynie to pytanie… Ich życie zmieni się, dzięki jednemu słowu … „Prawda”.

 19 letnia Violetta Castillo już 3 dzień z rzędu leżała i patrzyła się w jeden punkt. Nic nie jadła, nie piła, nie chodziła. Lekarze musieli podłączać jej kroplówkę, żeby utrzymać ją przy życiu.

Dziewczyna w wieku 15 lat straciła ojca, wprowadziła się wtedy do Diego, jej pierwszej miłości. Chłopak dbał o nią i się troszczył. Lecz dobra sielanka nie trwała długo. Diego zaczął bić Violettę i traktować jak swoją własną prostytutkę. Po domu kazał jej chodzić w wyłącznie skąpej bieliźnie, i niemal każdego wieczoru zmuszał ją do sex’u. Gdy dziewczyna wstawiała opór po prostu ją bił a potem gwałcił. Po jakimś czasie Diego zaczął brać narkotyki. W krótce sprzedał dziewczynę swoim dilerom, którzy mieli mu dać więcej trutek. Mężczyźni zamknęli Violettę w jednym pokoju i wykorzystywali, gdy tylko mieli ochotę. Lubili brutalny sex, często bili dziewczynę, brutalnie  bili. Gdy dziewczyna nie chciała stosunku, szarpali ją za włosy i kopali. Były dni kiedy dziewczyna została zgwałcona nawet 5 razy bo wszyscy mężczyźni mieli nagle ochotę. Czasem wykorzystywało ją dwóch lub trzech naraz. Nastolatka nie miała jak uciec, była zmęczona, chciała umrzeć. W końcu dziewczyna znudziła się mężczyznom, ostatni raz ją zgwałcili, tym razem cała piątka naraz. Był to najbrutalniejszy sex jaki dziewczyna przeżyła. Były to zdecydowanie najgorsze 3 godziny w życiu dziewczyny. Gdy sprawcy skończyli wyrzucili ją po prostu na ulicę. Naga dziewczyna leżała bezbronna, nie mogła się ruszyć, zasnęła. Miała nadzieję , że już na zawsze. Obudziła się w białym pomieszczeniu. Była pewna , że to niebo.
Niestety, jej nadzieje legły w gruzach gdy ujrzała mężczyznę stojącego nad nią.
-Dzień Dobry, Panno Castillo. Jak się Pani czuje ? –dziewczyna spojrzała na starszego człowieka, łza spłynęła po jej policzku, obróciła się w stronę okna i tak została.
Codziennie przy jej łóżku pojawiali się lekarze, psychologowie, psychiatrzy. Nikt nie był w stanie jej pomóc, była wrakiem człowieka, nie chciała żyć. 
Dziewczyna chudła i bladła, była co raz słabsza mimo podawanych jej leków, miała dość wszystkich ludzi, brzydziła się Sobą.
Nastały już godziny wieczorne, Leon Verdas, wykształcony i wybitny psychiatra był ostatnią nadzieją lekarzy, żeby pomóc dziewczynie, mieli nadzieję, że chociaż do niego kobieta się odezwie, lub chociaż na niego spojrzy.
Verdas był inny niż cała reszta lekarzy, cechowało go to, że się nie poddawał, potrafił siedzieć przy jednej pacjentce nawet 3 tygodnie byle jej samopoczucie się poprawiło, w ten sposób osiągnął sukces.
Zdawał Sobie sprawę, że Violetta Castillo, będzie najtrudniejszą jak dotąd pacjentką. Czytając jej kartę omal się nie popłakał, nie był w stanie Sobie wyobrazić jak można wyrządzić tak młodej kobiecie tyle złego.
Powoli otworzył drzwi Sali kobiety i wszedł. Spojrzał na nią, jak zwykle leżała, podłączona do kroplówek i sprzętu, patrzyła na okno, wyglądała jak by już umarła. Widząc ją Verdas się zachwiał, nie widział nigdy tak młodej dziewczyny o tak zniszczonym ciele, nie mówiąc już o psychice.
Wziął krzesło i postawił go przy brunetce, następnie usiadł i patrzył. Taką taktykę przybrał, żeby dziewczyna na niego spojrzała, trwało to długo. Dopiero po dwóch dniach dziewczyna przeniosła wzrok na mężczyznę, od tamtej chwili patrzyła, nic więcej, tylko patrzyła.
Dla lekarzy był to sukces, nabrali nadzieję, że Verdasowi się uda.
Leon po kilku godzinach się odezwał, nie mówił o jej chorobie, nie mówił o niej. Mówił o Sobie, opowiadał co się dzieję na świecie, wspominał dzieciństwo. Opowiadał bardzo długo. Następnego dnia także dużo mówił, lecz ani słowem nie wspomniał o niej. Zauważył, że dziewczyna go słucha, uśmiechnął się i mówił jeszcze więcej.
-Jak masz na imię ? –po tygodniu terapii, patrzenia a następnie mówienia zadał jej pierwsze pytanie, nie liczył na odpowiedz, chciał tylko spróbować.
-V…V…io… -Dziewczyna próbowała wydusić z Siebie słowo, po wymówieniu jednej głoski na jej policzku
pojawiła się łza, brzydziła się Siebie, brzydziła się swojego imienia. Verdas widząc to zmienił temat, znowu zaczął opowiadać o bajkach, samochodach a nawet ciuchach. Tematy były bezsensowne, ale dziewczynie to pomagało, potrafiła zapomnieć choć na chwilę.
W końcu się ruszyła, z pozycji leżącej próbowała przenieść się na siedzącą, Verdas widząc co szybko podniósł oparcie łóżka jednocześnie podnosząc dziewczynę aby ułatwić jej siedzenie, teraz patrzenie się w jej oczy było łatwiejsze, ich głowy były na równej wysokości, a kąciki ust Violetty chciały się podnieść, niestety była zbyt słaba.
Leon znowu zaczął toczyć bezsensowne tematy zabijające czas.
Z ubiegiem kolejnych dni Castillo zaczęła jeść, pić, dostawała mnie leków, jest stan poprawiał się, terapia przynosiła skutki, a Verdas był z Siebie dumny, mimo, że Sala Violetty stała się jego drugim domem, nie przeszkadzało mu to, wziął Sobie za misje życiową przywrócenie normalnego toku życia pacjentki.
Minęło 5 tygodni, aby dziewczyna zaczęła mówić, zaczęło się od zwykłych słów, później zaczęła mówić zdaniami, zaczęła się otwierać, lecz tylko dla Verdasa.
Rozmawiali, choć Leon mówił o wiele więcej, gdy widział, że dziewczyna chce coś powiedzieć, dopuszczał ją do wypowiedzi i słuchał bardzo uważnie. Czuł radość widząc, że jego terapia działa, że stan Violetty się poprawia, czuł dumę przepełniającą jego ciało.
-Lubisz się uśmiechać ? –spytała brunetka.
-Jasne, że tak, uśmiech to część naszego życia, daje nam szczęście i radość. Szczęście powołuje radość, radość powołuje uśmiech, a uśmiech szczęście. To jest takie wielkie koło, zamknięte koło. Ciężko się z niego wydostać, ale to dobrze. Warto się uśmiechać, a ja to uwielbiam. –spojrzał w jej oczy. –Spróbuj! –oświadczył i pokazał jej rząd swoich białych zębów. Dziewczyna spojrzała na niego z iskierkami w oczach i powoli podniosła kąciki swoich ust ujawniając pierwszy od kilku lat uśmiech.
-Dzień Dobry Panno Castillo, widzę, że wraca Pani do zdrowia. –ten moment przerwał lekarz wchodzący do pokoju. –W związku z tym, myślę, że może Pani wyjść. –Leon słysząc to podniósł się na równe nogi.
-CO ?! Michel przepraszam, ale ona nie jest gotowa, nie ma domu, nie poradzi Sobie. –spojrzał na Violettę,

z jej twarzy znikł uśmiech a pojawiła się łza. Dziewczyna położyła głowę na poduszkę i odwróciła się plecami do mężczyzn, po raz kolejny pogrążając się w swoim nieszczęściu. –Widzisz ?! –wskazał ręką na kobietę.
-Twoja w tym głowa Leon. –powiedział i wyszedł.
-Zamieszkasz ze mną. –oświadczył Verdas siadając przy niej.-Violetta powiedz coś, wiem , że umiesz. –kontynuował słysząc ciszę. Dziewczyna przeniosła wzrok na leki stojące na stoliku, mężczyzna widząc to automatycznie je wziął i schował.
-Nawet o tym nie myśl, masz całe życie przed sobą.
-Nie mam! –wykrzyknęła podnosząc się z poduszki cała zapłakana.
-Nie mów tak, masz!
-Zostałam zgwałcona, nigdy nie spojrzę na Siebie w normalny w sposób, nigdy nie będę w stanie się zakochać, spojrzeć na innych! Wszystko będzie mi przypominać te wydarzenia!  
-Słyszałaś lekarza ? Moja w tym głowa, żeby tak nie była.
-Nie, ty jesteś lekarzem, a ja zwykłą pacjentką, ja wyjdę a ty dostaniesz następną, twoje życie nie kręci się wokół  jednej osoby !
-Ale ja mam zamiar Ci pomóc! Gdy się kogoś kocha, życie właśnie się kręci wokół tej osoby.
-Ale ty mnie nie kochasz.
-Skąd wiesz ? –zaskoczona dziewczyna spojrzała na niego ze łzami w oczach.
-Daj mi się przejść.
-Jasne. –pomógł jej się podnieść. –Powiedz mi chociaż gdzie idziesz.
-Do łazienki. –Violetta okłamała psychiatrę, wyszła z pokoju i skierowała się do pokoju pielęgniarek,  rozejrzała się czy jest pusto i zabrała ostre narzędzie i idąc do łazienki zamknęła się kabinie. Myśląc tylko o śmierci i strachu związanym ze spojrzeniem na rzeczywistość powoli wbiła narzędzie w nadgarstek.

Tymczasem Verdas zaniepokojony jej dłuższą nieobecnością ruszył w kierunku łazienki, wchodząc do pomieszczenia klęknął i zbliżając głowę do podłogi spojrzał na podłogę w kabinach. Widząc czerwone krople w jednej z nich poczuł strach i wstając zaczął szarpać jej drzwi w celu ich wyrwania. W końcu mu się udało, zobaczył Violettę i mnóstwo krwi, zdążyła okaleczyć Sobie całe nadgarstki, sama była pół przytomna, nie wiele do niej docierało.
Wziął dziewczynę na ręce i krzycząc na cały głos przywołał lekarzy. Ci szybko się zjawili i już w jej Sali ratowali jej życie.
Udało się, dziewczyna przeżyła, została w szpitalu jeszcze tydzień, potem musiała zmierzyć się ze światem. Verdas przekonał ją i miała zamieszkać z nim.
-Leon dlaczego to robisz ? –chłopak spojrzał na nią pytająco. –Dlaczego teraz siedzimy razem w twoim samochodzie i jedziemy do twojego domu, dlaczego nie zostawisz mnie po prostu w jakimś domie pomocy ?
-Żebyś zrobiła Sobie jeszcze coś gorszego ? –wskazał na jej nadgarstki. –Martwie się o Ciebie, gdy dwoje ludzi spędza ponad miesiąc w jednym pomieszczeniu przywiązują się do Siebie. Patrząc na Ciebie w pierwsze dni zapamiętałem wszystkie rysy twojej twarzy, zapamiętałem dokładnie kolor twoich oczu, kształt twoich ust i nosa. Rozmawiając z Tobą zapamiętałem każdą melodię twojego głosu. Nie jest łatwo tak tego zapomnieć, zauroczyłaś mnie. –dziewczyna zarumieniła się. –Sama o mnie też tak łatwo byś nie zapomniała, prawda ?
-Uratowałeś mi życie, to oczywiste.
-No właśnie. –podniósł jej podbródek aby ich oczy były na równej wysokości. –Kochasz mnie ? Prawda czy Fałsz ? Znaczę coś dla Ciebie ? –spytał z niezwykłą delikatnością w głosie.
-Prawda. –odpowiedziała cicho. Chłopak zbliżył się do niej i lekko musnął jej usta. –Nie zrań mnie. –szepnęła.

-Nigdy. –po raz kolejny ją pocałował. Gdy tylko się oderwali od Siebie na ich ustach mimowolnie pojawił się uśmiech, spojrzeli Sobie głęboko w oczy. Chłopak odpalił silnik samochodu i ruszyli w stronę jego domu, aby rozpocząć nowe życie, iść inną ścieżką, razem.

----------------------------------
One Shot z okazji 10 000 wyswietleń i 200 komentarzy, BARDZO wam dziękuję! <33
Mi w sumie się podoba, ale miałam do niego mieszane uczucia...
Zaczęłam go pisać jeszcze przed "Na zawsze razem", dopiero dzisiaj dokończyłam, pisałam go aż 2 miesiące! Ale coś z tego wyszło ...
Jeszcze raz dziekuję za tyle komentarzy, wyświetleń i miłych słów.
Carmen Verdas 

Emi Blanco
Ally 
Lika P.
Cisver77
Veronica Verdas
MagdaPiątkowska ! <3 
DZIĘKUJĘ! BEZ WAS BLOGA BY NIE BYŁO! <3

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 30


Rozdział dedykuję Veronicę Verdas, nauczyłaś mnie bardzo ważnej rzeczy, Dziękuję! <3




*Violetta*
Żal mi Camili. Zawsze udaje silną dziewczynę, gdy tymczasem w środku jest niezwykle słaba, nie radzi Sobie z problemami, których ma nadzwyczajnie dużo. Słysząc jej historię zrozumiałam , że nie każdy człowiek lata, nie każdy jest szczęśliwy jak ja i Leon, nie każdy Sobie radzi z problemami. Wtedy naszym zadaniem jest ich pociągnąć do góry, ku chmurom i słońcu. Wywołać uśmiech na ich twarzy, śmiać się razem z nimi, gdy nam się uda. Wtedy ich szczęście staje się naszym celem.
Latać jest niezwykle przyjemnie, jest to spełnienie marzeń, szczęście przepełnia wtedy twoje ciało, lecz latać trzeba z innymi, niebo jest większe od Ziemi, jest na nim więcej miejsca, każdy ma na nim miejsce, lecz nie każdy umie się tam dostać. Musimy ciągnąc innych do góry, wtedy i nam będzie lepiej nie będziemy tam samotni, będziemy latać z innymi. Będziemy dzielić się szczęściem, wspólnie się bawić, śmiać, tańczyć i śpiewać.
Weszłam do domu, rzucając torebkę na bok, czując głód w żołądku przygotowałam Sobie naleśniki, następnie je zjadłam i włączając muzykę dość głośno wzięłam się na sprzątanie.
Cały proces porządkowania kuchni przerwał mi dzwonek do drzwi .
-Maxi ? Co ty robisz ? –nie kryłam zdziwienia widząc mojego przyjaciela z dziewczyną u boku, który dotychczas przebywał e Europie.
-Słyszałem, że wróciłaś już z Nowego Jorku, więc postanowiliśmy Cię odwiedzić.
-Jasne wchodźcie. –wpuściłam parę do środka.
-Tak w ogóle to jestem Veronica. –przestawiła się dziewczyna. –Nawet nie wiesz jak się cieszę, że mogę Cię poznać, jestem twoją wielką fanką. –na jej twarzy widniały rumieńce i wielki uśmiech.
-Bardzo się z tego cieszę–odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam dziewczynę. –Chcecie coś do picia ?
-Nie, nie trzeba. –wszyscy razem usiedliśmy na kanapie. –Violu widzieliśmy twój występ w Nowym Jorku, byłam wspaniała.
-Dziękuję bardzo. A dlaczego w ogóle jesteście tutaj ? Maxi nie miałeś tam wspaniałej pracy ?
-Miałem, ale przez kontuzje musiałem zrezygnować, nie miałem nic lepszego do roboty więc wróciłem tutaj, stęskniłem się za wszystkimi.
-Wiem, co czujesz, sama strasznie za wszystkimi tęskniłam. Widziałeś się już z całą ekipą ?
-Nie, jesteś pierwsza. Będzie tutaj Leon ?
-Nie, Leon dzisiaj ma zajęcia na uczelni.
-Ucze.. –przerwał mu dzwonek do drzwi.
-Chyba poznacie kogoś jeszcze. –wstałam z kanapy i skierowałam się do drzwi.  
-AAAA! LUDMIŁA! –na mojej twarzy ogromny uśmiech widząc moja przyjaciółkę.
-Hej Violu! –z całej siły mnie przytuliła. –Dobrze Cię widzieć.
-Co ty robisz ? Wróciłaś ?
-Nie wiem, na razie jestem tu bo Naty ma pokazy ale może zostanę na stałe.
-Super! Kurczę, ale się cieszę, chodź, Maxi też tu jest. –pociągnęłam blondynkę do salonu.
-Ludmiła! –Chłopak widząc kobietę natychmiast wstał i ją przytulił.
-Widzę, że Buenos Aires przyciąga wszystkich jak magnes. –powiedziała lekko się śmiejąc.
-Jak widać. –odpowiedziałam nie kryjąc szczęścia.
-Jestem tylko na chwilę, chciałam się tylko przywitać, Natalia ma pokaz, muszę jej pilnować.
-Co prezentuje ?
-Bieliznę  Calvina Clein’a, jakaś nowa kolekcja. –odpowiedziała sucho. Widać, że ją tam zbytnio nie ciągnęło.
- Calvina Clein’a ?! –wtrąciła się Veronica.
-Tak.
-O jacie, zawsze chciałam to zobaczyć, kocham faceta.
-Jak chcecie możecie iść ze mną.
-Naprawdę ?
-Tak. –odpowiedziała darując uśmiech rozpromienionej Veronice.
-Maxi kochanie … -dziewczyna spojrzała z błagalnym wzrokiem na swojego chłopaka.
-Jasne, możemy iść.
-AAA! ALE SUPER! –zaczęła skakać ze szczęścia.
-To przygotujcie się. Violu zwłaszcza ty, będzie tam mnóstwo paparazzi.
-Jasne, chodź Veronica, coś się dla Ciebie znajdzie. 
*Camila*
„Gdy człowiek jest szczęśliwy i korzysta z życia podnosi się do góry. Zaczyna latać.” –słowa Violetty nie chciały wydostać się z mojej głowy. Cały czas zastanawiałam się nad ich sensem. Po burzliwej walce myśli postanowiłam się do nich zastosować i zacząć korzystać ż życia.
Powoli otworzyłam oczy, budząc się ze snu i rozejrzałam się po Sali planując zobaczyć Fran, która miała do mnie przyjść.
-Gary ? –zobaczyłam chłopaka siedzącego na wózku koło mojego łóżka.
-Cześć Cami, słyszałem od pielęgniarek, że tu trafiłaś. Musiałem się upewnić, czy wszystko w porządku.
-Miałeś się do mnie nie zbliżać! Wyjdź! –powiedziałam wskazując na drzwi.
-Najpierw mnie wysłuchaj. Nie po to się namęczyłem przy błaganiu pielęgniarek abym mógł tu przyjechać, żebyś mnie wyganiała.
-Nie chcę Cię słuchać! Wyjdź!
-Cami mam tylko jedną prośbę, nie marnuj życia na mnie. Ja trafię do więzienia a ty bądź szczęśliwa.
-Uwierz, że będę. A teraz wyjdź.
-Nie chciałem tego robić, naprawdę Cię kochałem.
-WYJDŹ! –podniosłam lekko głos słysząc jego słowa.
-I nadal Cię kocham, to nie tak miało wyjść. –spojrzał na mnie z żalem w oczach i powoli wyjechał z Sali.
-Chciałeś mnie zabić. –powiedziałam cicho gdy zniknął za drzwiami. Łzy zaczęły spływać po moim policzku, poczułam żal w sercu, ogromną pustkę i smutek.

*Federico*
W życiu czasem się układa, a czasem nie, czasem skaczemy wyżej, czasem niżej. To jak wysoko skaczemy zależy od samopoczucia, od relacji z otoczeniem, przyjaciółmi, rodziną.
Gdy czujemy szczęście skaczemy najwyżej, czym dłuższe szczęście tym dłużej jesteśmy nad ziemią. Ile możemy się tam trzymać ? Dzień, dwa, miesiąc ?
Moim zdaniem, aż 9 pełnych miesięcy, 100 pełnych lat.
Gdy jest się blisko ukochanej osoby, czuje się bicie jej serca, dodatkowo bicie serca waszego potomka, fasolki, owocu waszej miłości szczęście podnosi nas najwyżej.
Przez 9 miesięcy jest się wysoko nad ziemią, w dniu narodzin dziecka podnosi się najwyżej, ku słońcu. Dzień ten jest długo wyczekiwany, odlicza się i można wyrzucić tej myśli z głowy.
Podszedłem do kalendarza widzącego na ścianie, do ręki wziąłem marker i wykreśliłem kolejny dzień, patrząc ile zostało do narodzin naszej fasolki.
-co robisz ? –poczułem moją ukochaną obejmującą mnie w pasie od tyłu.
-Liczę.
-Liczysz ?
-Tak, liczę ile zostało dni.
-Kochanie liczysz codziennie, na serio nie możesz codziennie odliczać jednego dnia ?
-Nie, codziennie muszę mieć pewność. –kucnąłem przed nią i lekko pocałowałem miejsce gdzie rozwijał się nasz potomek.
-Fede to łaskocze. –powiedziała cicho się śmiejąc. Podniosłem się na równe nogi i tym razem pocałowałem ją w usta.
-A teraz ?
-Teraz jest idealnie. –odpowiedziała ponownie mnie całując.
-------------------
Jak zauważyliście prawie w każdym rozdziale jest jakiś "zyciowy tekst" ... chyba rozdział bez takiego tekstu to nie rozdział xd 
Wam też jest żal Cami ? nie martwcie się, ułoży się jej c; 
Zaś sielanka u Leonetty i Fereresci niedługo się skończy...  
Jeśli będzie dużo komentarzy to może się wyrobię z rozdziałem na jutro ... jeśli nie to pojawi się we wtorek :)


czwartek, 1 maja 2014

Rozdział 29

Z góry Dziękuję za wszystkie komentarze i przepraszam, za tak beznadziejny rozdział.


*Camila*
Tłum ludzi, głośna muzyka, alkohol, tańce i zabawa. Taki widok czeka nas wchodząc do klubu, nie ważne jakiego. Później ? Alkohol, dwuznaczne tańce i zero zobowiązań.


Wejść do klubu jest łatwo, porwać się w wir zabawy zakrapianej alkoholem jeszcze łatwiej. To idealne miejsce by choć na chwile zapomnieć, by się zabawić i odstawić problemy na bok.
Podeszłam do baru, przypatrzyłam się barmanowi, młody chłopak, grzywka i zielone oczy, zobaczyłam w nich miłość do tego co robi, podśpiewywał Sobie pod nosem robiąc drinki, na jego twarzy był uśmiech.
-Dwa razy coś mocnego. –oznajmiłam siadając na wysokim krześle przy barze.
-Ciężki dzień ? –spytał wstawiając przede mną kieliszki, a następnie wlewając do nich alkohol.  
-Jak cholera. –wzięłam do ręki kieliszek i wlałam zawartość do ust. Tak samo zrobiłam z następnym.
-Jeszcze ?
-Tak. –postawił przede mną całą butelkę trutki.
-Masz, dobre na problemy. –nie zastanawiając się otworzyłam butelkę i zaczęłam pić.

*Ludmiła*
Jak na każdym wyjeździe moim oczom ukazuję się luksusowy hotel, zapewne najlepszy w mieście.
-Naty, jesteśmy w Buenos Aires, mamy tu rodzinę. Dlaczego nie możemy spać u babci ?
-Bo modelki mojej rangi mieszkają w hotelach, jak chcesz to idź do babci, ale nie spodoba się to pewnie mamie.
-A co mnie obchodzi mama ?
-Obiecałaś jej. –spiorunowałam ją wzrokiem i skierowałam się w stronę windy.
Widok mojego apartamentu w ogóle mnie nie zdziwił, ogromne łóżko, wielkie okno z widokiem na miasto, mała garderoba, „luksusy”, tak było w każdym hotelu, w każdym kraju, na każdym kontynencie.
Spojrzałam na zegarek. 20:16. W planach miałam zobaczyć Violettę, ale widząc godzinę automatycznie odstawiłam je na następny i dzień i poszłam do łazienki, wziąć relaksującą kąpiel.

*Następnego dnia*
*Violetta*
„Jeśli tylko chcemy, możemy nawet latać”
Z taką myślą stałam rano szczęśliwa z łóżka. Leon miał rację, jeśli myślimy pozytywnie, możemy zrobić wszystko, wystarczy się śmiać, uśmiechać, śpiewać, tańczyć i korzystać z życia.
Nie warto się smucić i złościć, to nas tylko opuści ku ziemi. Tylko szczęście sprawi, że będziemy latać, tylko marzenia, które spełniamy, szczery uśmiech i miłość.
-mamusiu, mamusiu!
-Tak skarbie ?
-Zrobisz śniadanko ?
-Tak, już idę. –podarowałam jej uśmiech i powoli zeszłam do kuchni.
Gdy tylko przygotowałam posiłek, ubrałam Siebie, a następnie Megan i wychodząc z domu poszłyśmy do przedszkola.

*Camila*
-Dzień Dobry Panno Torres. –budząc się zobaczyłam młodą kobietę, może 2-3 lata starszą ode mnie, ubraną na biało, uczesaną w wysoki kok, stała i patrzyła na mnie, jakby długo oczekiwała mojego przebudzenia.
-Gdzie ja jestem ? –spytałam zdezorientowana sytuacją. Czy to kolejne porwanie ? Po raz kolejny mam pecha ?
-W szpitalu. Zatrucie alkoholowe. –odpowiedziała krótko. Czyli jestem bezpieczna, nic mi nie grozi, odetchnęłam z ulgą. –Boli Panią coś ?
-Cholernie głowa.
-To się kac nazywa. –odpowiedziała lekko się śmiejąc. –Troszkę Pani przeholowała z alkoholem. Problemy miłosne ?
-Skąd Pani wie ?
-Nie jest Pani pierwszą pacjentką, przywiezioną z klubu z zatruciem. Dużo kobiet w ten sposób radzi Sobie z problemami.
-Tsa … położyłam głowę na poduszkę.
-Proszę się przespać, musi Pani wypocząć. Radzę nie ruszać alkoholu w takich ilościach, Pani nerki tego nie lubią. Na wszystko jest rozwiązanie, a faceci nie są warci Pani zdrowia. –podarowała mi promienny uśmiech i wyszła.
-Gdyby to było takie łatwe. –wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na wyświetlacz. 0 nieodebranych połączeń i 0 sms’ów. Nic, bo kto by pamiętał o takiej osobie jak ja.
Weszłam w listę kontaktów i wybrałam numer do Violetty.
-Cześć Cami, co tam u Ciebie ? –usłyszałam jej pełny radości głos.
-Fatalnie.
-Co się stało ?
-Violu jak ty robisz, że zawsze radzisz Sobie z problemami ?
-Problemy miłosne ? –skąd oni to wszystko wiedzą ? –zadałam Sobie pytanie, czy to takie oczywiste ? –Cami, słychać to w twoim głosie. Gdzie jesteś ?
-W szpitalu.
-Jak to w szpitalu ?!
-Próbowałam utopić smutki w alkoholu. –westchnęła ciężko.
-Zaraz tam będę. –powiedziała i się rozłączyła.
Nie musiałam długo czekać, 20 minut później w Sali znalazła się moja przyjaciółka z uśmiechem na twarzy i wielką czekoladą w ręku.
-Czekolada dobra na wszystko. –powiedziała wręczając mi słodycz i siadając koło mnie. –To kim jest ten frajer ? –powoli opowiedziałam jej całą moją historię miłosną ze wszystkimi szczegółami. Dziewczyna nie kryła zdziwienia i złości na Gary’ego. –Jakie masz marzenie ? –spytała gdy skończyłam opowiadać.
-A co to ma do rzeczy ?
-Jakie masz marzenie ?
-Chciałabym być szczęśliwa. –odpowiedziałam po krótkim zastanawianiu się.
-Więc bądź, spełniaj marzenia. W tedy będziesz latać, będziesz szczęśliwa i uśmiechnięta.
-Latać ? Violu, nie rozumiem Cię.
-To bardzo proste. Gdy człowiek jest szczęśliwy i korzysta z życia podnosi się do góry. Zaczyna latać.
-Skąd masz taką teorie ?
-Od Leona. –powiedziała z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Od Leona ?
-Tak.
-Jesteście razem ?
-Tak. –słysząc to na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Ucieszyłam się z szczęścia przyjaciółki. –O! Widzisz! I w ten sposób podnosisz się do góry, zaczynasz latać! –wskazała palcem na mój uśmiech i powiedziała z radością w głosie.
-Tak, masz rację, czuję się lepiej, dziękuję Violu!
-Nie ma za co, zadzwonię po Fran, żebyś nie była tu sama, ja niestety muszę iść.
-Nie musisz, poradzę Sobie sama.
-Nie Cami, to przyjaciele wywołują uśmiech, potrzebujesz tego. –powiedziała biorąc telefon do ręki, a następnie dzwoniąc do Francesci.
-Jesteś uparta jak zawsze.
-Wiem. –pocałowała mnie w policzek na pożegnanie i wyszła. Ja tymczasem położyłam głowę na poduszkę i odpłynęłam do krainy Morfeusza.

-----------------
Wjem, ten rozdział jest okropny, ale jakoś nie mogłam wymyślić nic innego... ;cc
DZIĘKUJĘ za tyle komentarzy! 
Ti amo muchoo!