wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 50


*Angie*
(…) –Zdradzasz mnie ? –spytałam spokojnie próbując powstrzymać łzy.
-Cco ? –spojrzał na mnie wystraszonym wzrokiem.
-Zdradzasz mnie ? –powtórzyłam pytanie a nerwy co raz bardziej opanowywały moje ciało, poczułam krople potu na dłoniach, które automatycznie ścisnęłam w pięść, moje kolana zaczęły zachowywać się tak, jak u młodych ludzi przed ważnymi egzaminami, nic dla mnie nie miało znaczenia, chciałam tylko znać prawdę.
-Nnie. –w końcu wydobył z Siebie cichy jęk w postaci jednego słowa, najprawdopodobniej mijającego się z prawdą.
-Kłamiesz. –przybrałam prostą postawę i grobową minę. Wiedziałam, że German jest tchórzem, zawsze nim był, szybko przyzna się do prawdy, gdy tylko go przycisnę.–Znowu kłamiesz, po raz kolejny łżesz w żywe oczy. –patrzyłam na niego z żalem w oczach.
-Nnie  Angie. Nie kłamię. –nadal się jąkał a do moich oczu zaczęły napływać łzy.
-Zdradzasz  mnie ? –znowu spytałam, a z każdym kolejnym tym pytaniem czułam się co raz słabsza, German siedział i milczał, patrzył na mnie z tą swoją twarzą bez emocji, czekał aż się poddam. –Dobrze. –pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Ostatni raz na niego spojrzałam i trzaskając drzwiami wyszłam z gabinetu, kierując się w stronę sypialni, tam zamknęłam się na klucz i poddając się emocjom rzuciłam się na łóżko.

*Camila*
-Camilla… -usłyszałam za Sobą męski głos przepełniony żalem i strachem, szybko odwróciłam głowę. Zobaczyłam Gary’ego, stojącego ledwie 2 metry ode mnie. Ku mojemu i jego zdziwieniu widząc go nie cofnęłam się, stałam jak przed kilkoma sekundami i patrzyłam, on także. Świat się dla nas zatrzymał, mimo wspomnień widzieliśmy tylko Siebie, stojąc i nic nie mówiąc. –Przepraszam. –oznajmił spuszczając głowę. -Przepraszam. –Ja nadal stałam i patrzyłam. –wiem, że zrobiłem głupstwo, niewybaczalne głupstwo, ale w głębi serca mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz, a nadzieja w końcu umiera ostatnia. –lekko się uśmiechnął. –Nie chciałem pukać do twoich drzwi, bałem się, że się wystraszysz, dlatego przepraszam Cię teraz, wśród ludzi. –rozejrzał się. –Powinienem mieć kwiaty, czekoladki ale nie spodziewałem się tutaj Cię spotkać. –tym razem to mojej twarzy pojawił się lekki uśmiech. 
-Dlaczego to zrobiłeś ? –w końcu zadałam nurtujące mnie pytanie przerywając jego pełną emocji przemowę. Chłopak spuścił głowę.
-Musiałem.
-Przecież na wszystko jest wyjście. –oznajmiłam cicho i łagodnie. Sama nie wierzyłam, że to mówię, ze jestem w stanie stać przed nim i rozmawiać. Rozmawiać z człowiekiem, który chciał mnie zabić.
-Byłem przyparty do muru, nie myślałem, przepraszam. Teraz to zrozumiałem, siedząc w pace wymyśliłem tysiąc różnych rozwiązań, mogłem oszczędzić Ci bólu, a tych gości wsadzić do pudła.
-Nie Gary, mogłeś ocalić swoje zdrowie, bo tylko ty na tym ucierpiałeś.
-Tak, wciąż nie mogę uwierzyć, że nic wtedy nie wymyśliłem. Przepraszam. –podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. –Przepraszam, mam nadzieję, że kiedyś zapomnisz, no i że mi wybaczysz.
-Muszę to przemyśleć.
-Dobrze. –uśmiechnął się. –Jak co to wiesz gdzie mieszkam. Trzymaj się. –ostatni raz na mnie spojrzał i obracając się na pięcie ruszył w przeciwnym kierunku. Przez chwilę patrzyłam jak odchodzi i wpuszczałam do głowy miliony pytań i tematów do rozmyślań.
-To będzie długi dzień. –odparłam wzdychając ciężko i ruszyłam w  dalszą część drogi do pracy.

*Ludmiła*
Każdy człowiek ma sposób na szczęście, dla jednych jest to jedzenie, dla drugich sport, dla mnie miłość i muzyka, ważne jest to żeby cieszyć się rzeczami, które sprawiają nam szczęście i korzystać z nich aby być szczęśliwym. Chyba właśnie dlatego jesteśmy teraz w Studio, wsłuchujemy się w muzykę, która tu nieustanie gra, poddajemy się rytmowi i tańczymy razem z uczniami i pozwalamy aby uśmiech wdarł się na nasze twarze.
-Tam jest Pablo. –Diego wskazał na nauczyciela stojącego przy niebieskich drzwiach pokoju nauczycielskiego.
-No to chodź. –pociągnęłam chłopaka i chwile później byliśmy już tylko kilka kroków od mężczyzny. 
-Dzień Dobry Pablo. –przywitałam się zwracając na Siebie jego uwagę . Nauczyciel odwrócił się słysząc mój głos a na jego twarzy automatycznie pojawił się uśmiech.
-Ludmiła, Diego! –przytulił każdego z nas. –Miło was widzieć takich wyrośniętych. Co was tu sprowadza ?
-Lu nas tutaj zaciągnęła. –odparł Diego za co dostał ode mnie łokciem.
-Uznałam, że skoro wróciłam do Buenos Aires warto choć trochę powrócić do muzyki. –sprostowałam uśmiechnięta.
-Ostatnio wszystkich tu ciągnie. –zaśmiał się. –Najpierw Leon i Violetta, przedwczoraj Angie, teraz wy.
-No widzisz, nie jesteśmy jedyni. –szturchnęłam Diego i zaśmiałam się.
-Przestań mnie szturchać! –oburzył się co wywołało u nas kolejny napad śmiechu.
-Pablo możemy skorzystać z Sali do muzyki ?
-A może chodźcie ze mną na zajęcia ? Akurat ćwiczymy piosenki skomponowane przez absolwentów Studia, między innymi wasze, możecie coś zaprezentować. –zaproponował a ja spojrzałam błagalnym wzrokiem na Diego.
-Tak, jasne. –uśmiechnął się i chwytając moją dłoń pociągnął mnie za Pablo to Sali.
~.~
Euforia! Te da la gloria,
Grita!
La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...
Euforia! Te da la gloria,
Grita! La gente grita,
Canta! Siente la euforia,
Porque asi queremos cantar...

-Jesteś już szczęśliwa ? –spytał Diego schodząc ze sceny stając blisko mnie i kładąc ręce na moich biodrach.
-Tak. –uśmiechnęłam się. –Muzyka faktycznie daje radość.
-A miłość ?
-Muzyka i miłość. To wszystko czego mi potrzeba, teraz to mam. Mam Ciebie, mam Naty, śpiewam, tańczę. Jestem po prostu szczęśliwa. –oznajmiłam muskając jego usta.
-Brawo! –przerwał nam Pablo, który ekscytował się występem. –Diego, Ludmiła. –wskazał na nas. –Brak mi słów, wciąż nie mogę uwierzyć, że ty Ludmiło jesteś fryzjerką a ty Diego siatkarzem, nie mogę uwierzyć, że teraz nie koncertujecie, że nie śpiewacie, muzyka jest w was.
-Śpiewamy cały czas. –uśmiechnęłam się. –Po prostu sława nie jest dla nas.
-Ja śpiewam pod prysznicem. –wtrącił się Diego na co cała sala wybuchła śmiechem. –No ej, to chwila zwierzeń. –starał się ich uspokoić. –Trochę powagi.
-Zjawiajcie się tu częściej. –rzekł Pablo. –Śpiewajcie częściej, tutaj możecie bez problemu, niech nie kończy się na prysznicu. –dodał patrząc z uśmiechem na mojego chłopaka.
-Oczywiście, sprowadzimy tutaj resztę, przynajmniej się postaramy.

*Angie*
-Angie, proszę Cię, wpuść mnie! –German od dłuższej chwili  pukał w drzwi naszej sypialni, gdzie się zamknęłam. Ja natomiast nadal leżałam na łóżku i moczyłam poduszkę łzami. W mojej głowie biegały różne myśli, czarne scenariusze i plany, nic mi się nie układało, nadal nie byłam w stu procentach pewna, że mój
narzeczony mnie zdradza, aby nie mieć wyrzutów sumienia po tym jak odejdę musiałam mieć porządny dowód, musiałam po prostu być pewna, bez tego nie byłam w stanie go opuścić, ale też bez zrozumiałego dowodu na to, że mnie nie zdradza nie byłam w stanie mu przebaczyć. Nie wiedziałam co robić, czy wyjść i porozmawiać, czy nadal leżeć i płakać. –Angie! –co raz bardziej już zdenerwowany German co raz głośniej walił w drzwi, w końcu postanowiłam wstać i podejść do drzwi, tam przekręciłam klucz i lekko uchyliłam drzwi stając twarzą w twarz z mężczyzną. Wyglądałam pewnie okropnie, po tylu godzinach płaczu moje oczy najpewniej były całe czerwone a włosy potargane. Spojrzałam mu z żalem w oczy.
-Powiesz mi prawdę ? –spytałam cicho.
-Angie … -spuścił głowę.
-Zdradzasz mnie ? –pokręcił głową ale nadal miał ją opuszczoną, nie byłam pewna czy brać tą odpowiedz za szczerą. –Spójrz na mnie. –z taką samą miną jak w gabinecie niepewnie przeniósł wzrok na moją twarz. –Zdradzasz mnie ?
-Angie ja ci to wyjaśnię, ale nie teraz, proszę cię. –mówił załamany.
-Czyli mnie zdradzasz ?
-Nie. –nadal nie mówił przekonywująco.
-To powiedz to co masz do powiedzenia, tu i teraz.
-Nie mogę. –znowu spuścił głowę, a we mnie narodziła się wściekłość. Szybko się obróciłam, podeszłam do łóżka, chwyciłam jego poduszkę i kołdrę i wychodząc z pokoju wyrzuciłam pościel przez balustradę schodów.
-W takim razie śpisz na kanapie. –wycedziłam przez zęby i zatrzasnęłam drzwi tuż przed jego nosem.

*Federico *
*Rozmowa telefoniczna*
-A może to po prostu zatrucie ?
-Tak myślisz ? –spytała zatroskana.
-Dolega Ci coś jeszcze prócz tych wymiotów ?
-Głowa mnie boli.
-No to pewnie tylko zatrucie.
-A co jeśli nie ? Co jeśli umrę ? –zaśmiałem się. Niestety od śmierci fasolki Francesca przy każdej dolegliwości dramatyzuje, czasem zbyt bardzo, rozumiem, że ma traumę ale trochę przesadza.
-Fran nie umrzesz, jedź do domu się położyć a ja postaram się skończyć godzinę wcześniej i się Tobą zaopiekuję, dobrze ? –oznajmiłem łagodnie.
-No dobrze.
-Okey, to ja kończę, Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. –odparła i rozłączyła się. Położyłem telefon na biurko, przed tym jeszcze uśmiechając się do roześmianej buzi mojej żony na tapecie i chwyciłem jedną z teczek z aktami potrzebnymi na rozprawę zaczynając je przeglądać.
~.~

-Proszę się nie martwić, ta sprawa jest do wygrania. –odparłem uśmiechając się do starszej kobiety. –Wyciągnę z tego Pani syna.
-Dziękuję. –podarowała mi promienny uśmiech i wstała, ubrała płaszcz i skierowała się do wyjścia z gabinetu a ja za nią. W sekretariacie ku mojej uciesze stała Francesca i rozmawiała z moją sekretarką.
-To do widzenia i jeszcze raz dziękuję. –moja klientka uścisnęła mi rękę i wyszła a ja podszedłem do Fran.
-Cześć skarbie. –pocałowałem ją w policzek. –Stało się coś ? Gorzej się czujesz ? –spytałem a na twarzy mojej żony zobaczyłem strach. Chwyciła torebkę i wyciągnęła z niej pudełko.
-Otwórz i zobacz na wynik. –oznajmiła zdenerwowana. Spojrzałem na daną mi rzecz, ku mojemu zdziwieniu widniał na niej napis „Test ciążowy”. W tej chwili zdenerwowanie Francesci udzieliło się i mi.
-Chodź może do gabinetu. –powiedziałem  cicho i poprowadziłem ją do pomieszczenia, tam usiadłem na swoim fotelu.  –Test ciążowy ?
-Wymiotuję, boli mnie głowa, mam zachcianki, to są objawy ciąży.
-Co mam z tym zrobić ?
-Po prostu spójrz na wynik, ja test zrobiłam, ale boję się spojrzeć. –W tej chwili atmosfera stała się zacięta, oboje byliśmy zdenerwowani, nie byliśmy pewni czy to faktycznie jest ciąża, jeśli nie bylibyśmy zawiedzeni, Fran z całą pewnością czuła by się winna, że zrobiła nam nadzieję. Spojrzałem na nią. Siedziała cicho i sztywno, okazywała wyraźne znaki zdenerwowania. –No otwórz. –oznajmiła po dłuższej chwili ciszy i mojego rozmyślania. Powoli otworzyłem pudełko i wyciągnąłem z niego test, spojrzałem na wynik…

*Wieczór*
*Camilla*
 Wykończona po pracy wparowałam do domu od razu rzucając moją torbę i obcasy na bok, następnie automatycznie skierowałam się do kuchni aby coś zjeść. Docierając tam otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam z niej dżem, z chlebaka wyciągnęłam chleb i nasmarowałam go produktem z lodówki, do tego zrobiłam Sobie moje ulubione latte. Przygotowaną kolację zaniosłam do salonu gdzie włączyłam telewizor i zaczęłam jeść. Niestety przerwał mi dzwonek, lekko zirytowana, że ktoś przerywa mi jedzenie leniwie podniosłam się z kanapy i podeszłam do drzwi.
-Cześć Cami. –otwierając drzwi ukazał mi się nikt inny, jak oczywiście Gary. –Przeszkadzam ?
-Tak, akurat jem kolacje. –oznajmiłam dając mu znak, że przeszkadza bardziej niż mu się zdaje.
-Smacznego. –uśmiechnął się.
-Dziękuję. –odpowiedziałam z wymuszoną grzecznością. –Stało się coś, że zjawiasz się u mnie o 21 ?
-No … yyy… -zaczął się plątać. –Sól chciałem pożyczyć.
-Sól ? –podniosłam brwi pytająco.
-Ciasto robię. –oznajmił szybko.
-Do ciasta to chyba cukier. –zaśmiałam się.
-A no tak … o cukier mi chodziło. –ponownie się zaśmiałam i otworzyłam szerzej drzwi.
-Wejdź. –podarowałam mu uśmiech i wpuściłam do środka. Chłopak wszedł nie pewnie ciągle mnie obserwując. Zdążyłam się domyśleć, że wcale mu nie chodzi o cukier lub sól, ale mimo to skierowałam się do kuchni, gdzie do szklanki wsypałam sypki produkt. –Proszę. –uśmiechnęłam się. –Miłego pieczenia. -Chłopak chwycił szklankę i od razu ją odłożył na blat obok.
-Nie chodziło mi o cukier.
-Czyli jednak sól ? –zaczęłam udawać, że nic nie rozumiem.
-Nie, chciałem porozmawiać. –oznajmił już nieco bardziej pewnie.
-O czym ?
-Poczekaj. –szybko wybiegł z mojego mieszkania a chwile później wrócił z ogromnym bukietem kwiatów. –Mam te kwiaty, niestety zapomniałem o czekoladkach, ale obiecuję, że jutro je dostaniesz, będziesz dostawa do końca życia, codziennie, może tak spłacę ci to co zrobiłem.–wręczył mi prezent.
-Nie musisz. –zaśmiałam się.
-Muszę. Jestem idiotą, chamem, gnojem… -zaczął wymieniać.
-Gary! –przerwałam mu kładąc palec na jego ustach.
-Wybaczyłam Ci. –oznajmiłam a na jego twarzy pojawiła się ulga. –Przemyślałam to i już wiem, że byłeś bezsilny a każdy w końcu popełnia błędy i zasługuje na drugą szansę. –dokończyłam łagodnie i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Dziękuję, nie wiem czym Sobie na Ciebie zasłużyłem. –zaśmiałam się i zastąpiłam palec, który nadal trzymałam na jego ustach swoimi ustami.

*Leon*
Y vuelvo a despertar en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar ni un segundo,
mi destino es hoy
Y vuelvo a despertar en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar ni un segundo,
mi destino es hoy
Nada puede pasar
Voy a soltar todo lo que siento, todo, todo...
Nada puede pasar
Voy a soltar todo lo que tengo
Nada me detendrá

Dziewczyny śpiewały głośno i radośnie, dużo się przy tym śmiejąc, ja trzymałem trzy kijki z kiełbasą nad ogniskiem wyręczając przy tym moje dwie księżniczki, które w tej chwili zaczęły już tańczyć wokół ogniska, patrzyłem na nie mogąc powstrzymać śmiechu. Obie były radosne, pełne życia i energii, okazywały radość, były szczęśliwe. Biło od nich ciepło miłości rodzinnej, a na twarzy wyrysowane miały ogromne uśmiechy.
-Dziewczyny chodźcie zjeść tą kiełbasę! –krzyknąłem aby usłyszały mnie przy skwarze ogniska i ich głośnym śpiewie. Obie automatycznie przestały tańczyć i usiadły koło mnie biorąc swój posiłek.

~.~

-A wtedy nagle przestała grać muzyka do „Te Creo” i rozległy się dźwięki „Podemos”, spojrzałam zdezorientowana zza kulisy a koło mnie zjawił się Leon i zaczął śpiewać. Nagle przestało się dla mnie liczyć, że patrzy na mnie kilkaset ludzi a występ jest emitowany w Internecie, widziałam tylko i wyłącznie Leona, zaczęłam śpiewać z nim.
-Mimo płaczu szczerze się uśmiechnęła, śpiewała tak pięknie jak zawsze. –odpowiadaliśmy Megan wspólne wspomnienia siedząc na kocu pod gołym niebem i jasnymi gwiazdami, dziewczynka siedziała na moich kolanach i uważnie słuchała.
-Możecie mi zaśpiewać ? –spytała już lekko zaspana. Spojrzałem na Violettę, która kiwnęła głową i zaczęła cicho śpiewać w rytm kołysanki.

Podemos pintar colores al alma
Podemos gritar yeh
Podemos volar sin tener alas
Ser la letra en mi canción
Y tallarme en tu voz.

W połowie się do niej dołączyłem sprawiając, że Megan zasnęła mi w ramionach, gdy w końcu skończyliśmy oboje spojrzeliśmy na nią uśmiechnięci.
-To ja ją zaniosę do łóżka. –wyszeptałem.
-Nie, poczekaj. –dotknęła mojego ramienia. –Dziękuję.
-Za co ?
-Za to, że tworzysz jej rodzinę. –słysząc to na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech.
-Oboje to robimy. –zapewniłem ją i powoli wstałem aby zanieść pięciolatkę do łóżka.

~.~
Scena +18, czytasz na własną odpowiedzialność!
Wracając do ogrodu brunet zobaczył Violettę patrzącą w gwiazdy. Na widok swojej ukochanej mimowolnie się uśmiechnął i bezgłośnie do niej podszedł.
 -Co robisz ? –wyszeptał jej na ucho obejmując ją od tyłu. Gdy dotychczas zamyślona dziewczyna nagle poczuła dłonie swojego chłopaka podskoczyła.
-Wystraszyłeś mnie. –zachichotała.
-Przepraszam. –pocałował ją w policzek. –To co robisz ?
-Nic takiego, po prostu patrzę.  –pochyliła głowę kładąc ją na ramieniu chłopaka. Ten spojrzał jej w oczy i nagle podniósł ją tak, że znajdowała się w jego ramionach. –Co ty robisz ?
-Tak się chyba lepiej patrzy.
-Tak. –spojrzała w gwiazdy. –To teraz możesz zanieść mnie do domu. –zaśmiała się. –Ale mnie nie puszczaj. –dodała a chłopak zaniósł ją do sypialni gdzie położył swoją księżniczkę na łóżko. Już chciał się cofnąć gdy ta chwyciła jego koszulę ciągnąc go na Siebie. –Leon chcesz tego prawda ?  
-Czego ? –Chłopak nie krył zakłopotania.
-Chcesz sex’u.
-Skąd taka myśl ?
-Dziewczyny mi powiedziały. –oznajmiła a na twarzy Leona pojawił się uśmiech.  
-Od kiedy to one wiedzą co ja chcę ?
-Leon ja mówię poważnie, ostatni raz kochałeś się z Amy, prawda ? –minę miała zatroskaną.
-Tak. –odpowiedział zgodnie z prawdą.
-Więc chcesz tego, prawda ?
-Tak, ale poczekam, ty nie jesteś gotowa.
-Jestem. –oznajmiła pewnie.
-Violu…
-Leon jestem gotowa aby się z Tobą kochać, Kocham Cię, i zrobię to.
-Na pewno ?
-Tak.
-Violu nie chcę żebyś potem żałowała.
-Chcę tego. –przełknęła ślinę i spojrzała mu w oczy. Chłopak zrozumiał, że wreszcie nastała ta chwila. Powoli wbił się w jej usta całując ją namiętnie a zarazem delikatnie. Dziewczyna oplotła ręce wokół jego szyi i oddawała każdy pocałunek sprawiając, że ten co raz bardziej się nakręcał. Zrzucając chłopaka z Siebie i przejmując inicjatywę udowodniła, że naprawdę tego chce. Po kilkunastu minutach namiętnych pocałunków zaczęła odpinać guziki jego niebieskiej koszuli przy tym nie odrywając się od Verdasa, spostrzegając, że nie idzie jej zbyt dobrze pomógł  jej przez co chwile później został bez górnej części garderoby. Violetta w końcu oderwała się od chłopaka i z błyskiem w oczach spojrzała na jego umięśniony tors dotykając go
opuszkami palców, Meksykanin tymczasem postanowił wykorzystać sytuacje, że ich usta nie są złączone i odpiął zamek jej sukienki, pozostawiając dziewczynę w samej bieliźnie. Po tym jeszcze chwile siedzieli już praktycznie bez ubrań i patrzyli Sobie prosto w oczy rozumiejąc się bez słów.
-Na pewno jesteś gotowa ? –spytał aby mieć pewność.
-Tak. –odpowiedziała pewnie i popchnęła go na poduszkę dobierając się do jego spodni, odpięła rozporek i przez materiał zaczęła gładzić jego przyjaciela, on wciąż zaskoczony jej pewnością spuścił swoje dżinsy a dziewczyna już kompletnie się ich pozbyła od razu dobierając się do ostatniej części jego ubioru. Nachyliła się nad nim dając mu idealny widok na swoje jędrne piersi, widząc to oddech chłopaka przybrał szybsze tempo przerwał dziewczynie i przeniósł ją na drugą stronę łóżka kładąc ją delikatnie na poduszce aby następnie dobrać się do odpięcia jej stanika, błądził rękami po jej plecach bezskutecznie szukając elementu budowy biustonosza.
-przód. –zaśmiała się. Co raz to bardziej podekscytowany chłopak spojrzał na przód jej różowego stanika i faktycznie znalazł tam zapięcie, szybko się z nim rozprawił i uwolnił jej dwa skarby, zaczął jeździć po nich językiem, ssać jej sutki jednocześnie całując, dziewczyna cicho pojękiwała z przyjemności co dodawało mu jeszcze więcej pewności siebie. Nadal zajmując się jej piersiami przeniósł  się z rękami do dolnej części garderoby i zrzucił jej krwisto czerwone figi. Teraz jego ukochana leżała pod nim w pełnej okazałości, tak jak ją stworzył Pan Bóg. W końcu oderwał się od jej piersi i chcąc zapoznać się jej dolnymi partami ciała zsunął się na zimną pościel kładąc ręce na jej biodrach, Castillo z ekscytacji wygięła się dając mu lepszy dostęp, delikatnie muskał ustami dolną cześć brzucha schodząc co raz niżej, już dotarł do upragnionego celu, gdy dziewczyna wyprostowała nogi i napinając mięsnie brzucha usiadła, spojrzała na Verdasa spragniona wrażeń i popchnęła tak, że to teraz on leżał, ściągnęła jego bokserki, które nadal przykrywały jego przyjaciela i rzuciła je daleko za Siebie, spojrzała na jego członka a w jej oczach pojawiły iskry, powoli chwyciła go w rękę i zaczęła pieścić chwile później zastępując ręce buzią. Verdas leżał nie mając na sobie nic, czuł coś niesamowitego, coś za czymś tęsknił , Violetta dokładnie dbała a jego zapotrzebowanie a on poddawał się rozkoszy. Kilka minut później uznał, że już dłużej nie wytrzyma, usiadł powodując, że dziewczyna na chwile przestała, spojrzał jej w oczy i wbił się w jej usta między czasie kładąc ją na pościeli. Nadal ją całując przyjął pozycję.
-Leon… -wyjękała między pocałunkami. Na chwile się od niej oderwał i znowu spojrzał z troską w jej oczy. –Bądź delikatny. –szepnęła dając mu pozwolenie aby działał. Pochylił się nad nią i delikatnie wsunął członka w nią na co brunetka syknęła i zamknęła oczy, zupełnie tak jakby była dziewicą.
-Otwórz oczy. –rozkazał zbliżając się do jej twarzy. Dziewczyna otworzyła je powodując, że po jej policzku spłynęła jedna łza, którą Leon automatycznie starł kciukiem. Powoli zrobił pierwszy ruch biodrami.
-Kocham Cię. –szepnęła zaciskając dłonie w pięść. –Działaj. –jęknęła a on wykonał drugi ruch, potem trzeci i następne. Violetta z każdym co raz głośniej jęczała. Ich sex z każdą minutą stawał się co raz bardziej namiętny, miłość w nich wybuchła a oni przez resztę nocy kochali się bez opamiętania.


----------------
50 rozdział ... tak to szybko leci xd pamięta ktoś jeszcze pierwszy ? :) 
Ten rozdział musiał być wyjątkowy ... jesteśmy dokładnie w połowie opowiadania, jest to najdłuższy rozdział w historii tego bloga, w wordzie ma 6 stron (inne rozdziały mają 2,5), jest długo wyczekiwana scena Leonetty, jest tu chyba wszystko ... 
Te całe 50 rozdziałów to 111 stron, 55759 słów, 407 komentarzy. Wciąż nie mogę uwierzyć, że jestem tak daleko... Dziękuję wszystkim, którzy komentują, czytają i są , kocham was mocno <3 
+18 nie zadowala mnie specjalnie ... jest to dopiero moje drugie, no i sami oceńcie czy jest znośne, napiszcie w komentarzu swoje opinie co do rodziału .. 
Fedesca ... czy zostaną rodzicami ? 
Germangie ... czy German faktycznie zdradził Angie ? 
Diemiła ... czy wydarzy się u nich coś ciekawego ? 
Wszystko się dowiecie :) 

ps. następne +18 chcecie z Diemiłą czy Gami ? :)

12 KOM - NEXT


piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 49



*Violetta*
Kochany Pamiętniku!
Wreszcie jest spokojnie, życie nabrało normalnego toku, uśmiecham się, śmieję, ale czasem też smucę, jest normalnie, nie ma niespodzianek. Jestem wreszcie normalną kobietą pracującą, matką. Wstaję uśmiechnięta, wiedząc co mnie czeka, wszystko mam zaplanowane, nic mi niczego nie niszczy, ułożyłam wielkie puzzle, zwane życiem.
Jestem szczęśliwa.
Nareszcie. 

Przeniosłam moje myśli na kartkę pamiętnika, równo pisząc każdą literę, każdego słowa tak aby notatka wyglądała schludnie, gdy w końcu skończyłam odłożyłam długopis i cofnęłam się kilka kartek wstecz.


Mam prawie 16 lat i tatę, którego uwielbiam.
Mam kasztanowe włosy i brązowe oczy.
W głowie dużo pytań i mało odpowiedzi.
Urodziłam się w Buenos Aires ale potem mieszkałam tu i tam.
Chcę poznać świat i zebrać moje marzenia i sekrety w pamiętniku.
Mam na imię Violetta.
To właśnie ja.

Na widok mojego pierwszego wpisu na moje twarzy pojawił się wielki uśmiech. Wtedy miałam prawie 16 lat, byłam młoda, nie rozumiałam świata. Wracałam do Buenos Aires, i wtedy wszystko się zmieniło, zaczęłam żyć pełnią życia, pokochałam muzykę, odkryłam swoją pasję i wyrosłam na samodzielną kobietę, wyszłam za mąż urodziłam córkę. Wydostałam się spod klosza taty. Przeczytawszy notatkę sprzed lat przewróciłam kilka kartek do przodu. 

Kto by się spodziewał, że nasz zeszłoroczny występ, wrzucony na stronę poratalu YOU MIX, odniesie taki sukces ? Na lotnisku kilka dziewcząt poprosiło MNIE i FRANCESCE o AUTOGRAFY.
Ale sprawiło mi to przyjemność. Oznacza to, że to co robię jest piękne nie tylko dla mnie, ale i dla innych.

Przypomniałam Sobie moment gdy to napisałam, byłam już rok starsza, zaczął się drugi rok w Studio, nowe problemy, nowe wyzwania. 

Tylko się potknęłam. Nie chciałam pocałować Diega, naprawdę. NIE CHCIAŁAM GO POCAŁOWAĆ.

Gdy tylko przeskoczyłam następne kilka kartek i przeczytałam tekst na tej na której się zatrzymałam głośno się zaśmiałam. Diego. Kiedyś mój wróg, później mój chłopak a teraz ? Siatkarz i chłopak Ludmiły, tyle się zmieniło, życie faktycznie jest nieprzewidywalne, teraz się z tym zgadzam.
-Cześć Violu. –moje przemyślenia przerwała mi Monica, która właśnie pojawiła się w kafejce, w której się umówiłyśmy. –Spóźniłam się ?
-Nie. Przyszłam pół godziny za wcześniej, pomyliłam godziny. –zaśmiałam się. Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech, przytuliła mnie na przywitanie i usiadła naprzeciw mnie.
-Muszę Ci powiedzieć, że w ostatnim czasie dostałam mnóstwo telefonów w sprawie twojej kariery, mam nadzieję, że przerywasz swój urlop. –oznajmiła wyciągając ze swojej torebki zeszyt z notatkami.
-Myślę, że tak, wszystko się ułożyło, chyba jestem gotowa.
-No to świetnie. –uśmiechnęła się otwierając zeszyt. –Niestety terminy różnych zajęć pokrywają się ze Sobą, nie możemy pogodzić wszystkiego ze Sobą dlatego jestem tutaj z Tobą aby uzgodnić kilka rzeczy.
-Czyli dużo pracy ?
-Dużo. –zaśmiała się. –Dobra, to ja będę mówić a ty wybieraj, jasne ?
-Tak.
-Pokaz charytatywny z udziałem chorych dzieci czy sesja dla magazynu ? –odczytała i spojrzała na mnie oczekując na odpowiedz.
-Mam wybierać między chorymi dziećmi a jakąś denną sesją dla magazynu ? –odpowiedziałam pytaniem na pytanie niezwykle poważnie.
-Dobra, rozumiem, że pokaz ?
-Monica to chyba jasne. –wzięłam łyk kawy.
-Okey, potem masz koncert na festiwalu i wizyte w szpitalu, a następnie wolisz sesje, czy pojawienie się na otwarciu markowego sklepu ?
-Mam, rozumieć, że na otwarciu same ważne osobistości ?
-Projektanci, celebryci.
-Sesja. –odpowiedziałam krótko. Nie miałam ochoty na kontakty z ludźmi, dla których najważniejsze są pieniądze i buty z najnowszej kolekcji.
-Dobra, no to chyba na tyle. –oznajmiła patrząc w zeszyt i zapisując daty. –O wszystkim będę Cię informować. –uśmiechnęła się i odłożyła długopis. –No to opowiadaj co tam u Ciebie.

*Maxi*
-Ale kochanie będziesz się tam nudzić, no tylko próby, mnóstwo przymierzania, ciągły chaos i mnóstwo krzątających się ludzi. –Od 20 minut Natalia próbowała mnie przekonać abym spędził dzisiejszy dzień na czymś lepszym niż przy siedzeniu i patrzeniu na próby do pierwszego pokazu, który ma odbyć się dziś wieczorem.
-A co mam niby robić bez Ciebie ?
-No chociażby idź pozwiedzaj. W Mediolanie raczej nie byłeś.
-Nie będę zwiedzać bez Ciebie.
-To idź na zakupy.
-Zakupy ? –zrobiłem sarkastyczną minę.
-No nie wiem co robią faceci, gdy im się nudzi, kobiety chodzą na zakupy. –odpowiedziała już lekko zirytowana.
-Chodzą i pilnują swojej pięknej ukochanej. –położyłem ręce na jej biodrach i lekko musnąłem jej usta, mając nadzieję, że ją tym przekonam.
-Ale będziesz się tam nudzić. –oznajmiła uparcie.
-Będę się patrzył jak się przebierasz i pokazujesz swoje atuty, będę Cię podziwiał.
-Podziwiać to będziesz wieczorem. –zaśmiała się.
-No to się przypatrzę jak pracują Ci od dźwięku. Zawsze mnie ciekawiło jak to wygląda. –zaproponowałem.
-No skoro chcesz.
-Dziękuję. –pocałowałem ją namiętnie. –To idziemy ?
-Maxi mam iść w piżamie ? –zaśmiała się.
-Ach tak, to idź się przebrać.
Pół godziny później Natalia wyszła z łazienki pięknie ubrana i uczesana, gotowa do wyjścia.
-Idziemy ? –spytała uśmiechnięta.
-Jasne. –wstałem z łóżka, na którym do tej pory siedziałem i chwyciłem jej delikatną dłoń.

*Diego*
-Nic się tu nie zmieniło. –stanęła w miejscu i zaczęła przyglądać się szkole. –Ten sam budynek, te same drzewa, te same ławki, wszystko takie same.
-A tyle lat minęło. –stwierdziłem stając koło niej.
-Ale to drzewo jest chyba wyższe. –udowodniła, że mnie nie słucha i wskazała na wysokie drzewo, przy którym za dawnych lat dużo siedzieliśmy, myśleliśmy, śpiewaliśmy, mówiliśmy „Kocham Cię”.
-Kochanie bo drzewa rosną. –zaśmiałem się.
-A no faktycznie. –poszła w moje ślady i także się zaśmiała.
-Lu, mam pytanie.
-Jakie ? –spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Po co my tu właściwie przyszliśmy ? –zadałem pytanie nurtujące mnie od kąt moja dziewczyna stwierdziła, że musimy tu przyjść. Sam Sobie odpowiadając na to pytanie stwierdziłem, że albo po to by pośpiewać, albo po to by odwiedzić stare mury, lecz chciałem wiedzieć co myśli Ludmiła, ona zawsze ma szalone i nieprzewidywalne pomysły.
-No w sumie to nie wiem. –swoja odpowiedzią wprawiła mnie w zakłopotanie.
-Nie wiesz ?
-Tak mówiło mi serce, powiedziało mi, że mam tu przyjść.
-Słuchasz serca ?
-A ty nie ? –kolejne zdanie z jej ust , które zmusiło mnie do myślenia, nie miałem na to odpowiedzi. Nigdy nad tym nie myślałem, czego właściwie słucham, serca czy rozumu, co jest mądrzejsze.
-No nie wiem. –odpowiedziałem wolno a dziewczyna się zaśmiała.
-Słuchasz, tylko o tym nie wiesz, też nie wiedziałam, ale się nauczyłam to dostrzegać.
-Ludmi kochanie wprawiasz mnie w co raz większe zakłopotanie, mówisz nie od rzeczy, nie jak Ludmiła. –dziewczyna ponownie się zaśmiała.
-No wiem. Tak jakoś wychodzi. –stwierdziła z uśmiechem a ja patrzyłem na nią jak na wariatkę, zacząłem się zastanawiać, gdzie jest ta zagubiona Lu, która nie wie co zrobić ze swoim życiem, to już 3 tak radykalna zmiana w jej życiu. –No nie patrz się tak na mnie i chodź! –pociągnęła mnie za rękę w stronę drzwi wejściowych. Kobiety są szalone i niesamowite, zaskakują każdego dnia, a Ludmiła zwłaszcza.

*Angie*
-Germanie nie masz ochoty wyjść dzisiaj na obiad ? –spytałam wchodząc do gabinetu mojego narzeczonego.
-Przykro mi Angie, jestem umówiony. –odpowiedział wolno nadal trzymając wzrok w swoich papierach.
-Spójrz na mnie. –rozkazałam a German niepewnie przeniósł wzrok na mnie. –Dziękuję, możesz mi powiedzieć z kim znowu jesteś umówiony ? –spytałam podkreślając słowo „znowu” i nie ukrywając zdenerwowania. Po raz kolejny zajmuję się pracą, albo po prostu mnie zdradza. Po raz kolejny go nie obchodzę, mam spędzać czas sama, jeść sama, czy tak ma wyglądać prawdziwy związek ?
-Z klientem.
-Jak ma na imię ? –spytałam surowo, próbując  z niego wyciągnąć jakieś informacje.
-Sama.. –już miał dokończyć gdy nagle przerwał. –Samuel.– szybko dokończył najwyraźniej zmieniając imię klienta na męskie. Spojrzałam na niego z żalem w oczach. Po głowie chodziła mi tylko jedna myśl, ukrył przede mną, ze idzie spotkać się z kobietą, i to nie klientką. Ukrył to.
-Zdradzasz mnie ? –spytałam spokojnie próbując powstrzymać łzy. 
-------------------
Trochę dramatu na koniec ... czy German się przyzna ? Jak przebiegnie wizyta Diemiły w Studio, a co z Naxi ? Wszystko w następnych rozdziałach :)
W dzisiejszym dużo wspomnień i trochę o tym jak bardzo skomplikowane są kobiety xdd 
Nie pytajcie dlaczego xd 
Jak widzicie jest nowy szablon, który w całosci wykonałam SAMA! xD Robiłam go tydzień, męczyłam sie cholernie ale mi sie podoba :) Napiszcie co o nim myślicie :) 
No i na koniec powiem, że nie umiecie dobić do 15 komentarzy, skończę tą notatkę smutną minką :( 
10 KOM - NEXT

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 48



*Następnego dnia*
*Violetta*
-Mamusiu, mamusiu! –obudziłam się niechętnie, słysząc wołanie mojej córeczki. Ospale otworzyłam oczy i zobaczyłam pięciolatkę, która zdążyła się już wdrapać na nasze łóżko. Dziewczynka patrzyła na mnie z wielkim uśmiechem na twarzy. –Wstajemy ? –spytała siadając bliżej mnie, podarowałam  jej uśmiech i spojrzałam na mojego chłopaka, aby dowiedzieć się czy go także moja córka zdołała obudzić, niestety odwrócił się do nas plecami i próbował dalej spać, szybko przeniosłam wzrok na Megan i od razu po jej minie wywnioskowałam, że ma takie same plany jak ja. Telepatycznie przekazałam jej aby jak najciszej zeszła z łóżka, o dziwo dziewczynka zrozumiała o co mi chodzi i bezszelestnie zeszła z łóżka, chwilę później zrobiłam to samo i szybko pobiegłyśmy do łazienki.
-Megan, skąd wiedziałaś, że chciałam abyś zeszła ? –spytałam szeptem, między czasie biorąc wiadro.
-Bo ja mam taką super moc! –odpowiedziała i obie nie mogłyśmy powstrzymać śmiechu, nadal się śmiejąc nalałyśmy wody do wiadra .
-Idz cicho zobacz czy jeszcze śpi. –rozkazałam a uśmiechnięta Megan na palcach pobiegła do pokoju. Chwile później wróciła i przytakując głową przekazała mi, że  chłopak znajduje się w Krainie Morfeusza, wzięłam wiadro i starając się nie wydobywać żadnych dźwięków poszłam za Meg do naszej sypialni. Wchodząc lodowatą wodę wylałam prosto na Leona a moja córka wybuchła śmiechem.
-Dzień Dobry! –powiedziała radośnie, dokładnie obserwując chłopaka, który jeszcze nie końca rozumiał co się właśnie stało.
-Violetto i Megan Castillo, macie 20 sekund aby uciec tam gdzie pieprz rośnie inaczej zginiecie marnie. –oznajmił nadzwyczaj spokojnie po chwilowej ciszy. Spojrzałam na dziewczynkę i powstrzymując śmiech ruszyłyśmy do biegu, widząc, że moja córka nie jest najlepsza w bieganiu po schodach, szybko ją złapałam i mając na rękach tego małego szkraba szybko pobiegłam stronę ogrodu.
-Gdzie się ukryć ? –spytałam zdyszana, gdy byłyśmy wystarczająco daleko od Leona.
-Ja się schowam w domku, Leoś jest za duży żeby tam wejść. –oznajmiła wskazując na swój dom na drzewie. Rzeczywiście Leon nie był by wstanie tam wejść, domek był mały, mieścił najwięcej dwie małe dziewczynki, wielkości Megan,  szybko podbiegłam do kryjówki Meg i zostawiając ją tam pobiegłam na drugą stronę mojej posiadłości.
-MEGAN MAM CUKIERKI! –Leon najwyraźniej zmęczony już bieganiem za nami ze względu na to, że był mokry próbował przekupić moją córkę aby sama mu się pokazała. Wystawiłam głowę zza ściany budynku aby mieć podgląd na ogród i całą sytuacje. Niestety Megan dała się złapać, biegła w stronę Leona aby odebrać słodycze. Chłopak chwycił ją i głośno się zaśmiał.
-Gdzie masz cukierki ? –spytała oburzona.
-Dam Ci jak powiesz mi gdzie jest twoja mamusia.
-Oj Leoś, Leoś, nie ładnie tak szantażować dziecko. –oznajmiłam wychodząc z kryjówki i stając w bezpiecznej odległości.
-Gotowa na karę ? –spytał z chytrym uśmieszkiem.
-A gdzie moje cukierki ? –wtrąciła się Megan.
-Dostaniesz jak złapię twoją mamę.
-Nie, ja chcę teraz!  
-Megan!
-TERAZ! –walnęła go w ramię. Leon szybko odłożył ją na ziemię i nie zwracając na nią większej uwagi zaczął mnie gonić. Biegaliśmy tak wokół domu głośno się śmiejąc, Megan skakała, głośno kibicowała i dużo się śmiejąc obserwowała całą sytuacje. Nasze krzyki zdążyły także przywołać sąsiadów, stanęli przy płocie i szeroko się uśmiechając wszystko dokładnie oglądali. Nie dawałam Leonowi za wygraną, biegałam ile sił w nogach, starając się aby mnie nie złapał, niestety nie zauważając gałęzi na ziemi zaliczyłam spotkanie z ziemią, Leon wykorzystał sytuacje i rzucił się na mnie, zaczął mnie łaskotać, dzięki czemu nasze wrzaski i śmiechy były jeszcze głośniejsze. Cała ta poranna zabawa wprawiła nas wszystkim w świetny humor, bo jak się uśmiechać, to najlepiej z rana, wtedy piszemy Sobie wspaniały i miły dzień.
…
-Violu ale jak mogłaś nie zauważyć tej gałęzi ? Przecież ona była ogromna. –wszyscy siedzieliśmy przy stole jedząc śniadanie i nadal się śmiejąc.
-Bo akurat odwróciłam głowę i gapiłam się na twoją bezcenną minę.
-Jaką minę ?
-No taką jak biegasz, wtedy tak śmiesznie nabierasz oddechu i mrużysz oczy. –zaśmiałam się.
-Nie zawsze. –oburzył się. –Wtedy tak było bo mnie wykończyłaś.
-Czyżby mój niepokonany chłopak miał problemy z kondycją ?
-Biegam szybciej od Fede. –zaczął się bronić.
-Ale od mamusi nie. –wtrąciła się Megan i podarowała mu swój uśmiech.
-Ale Ciebie złapałem. –wystawił jej język.
-Nie, ty ja przekupiłeś.
-No właśnie. Gdzie moje cukierki ?
-Musiałaś jej przypominać ? –chłopak spiorunował mnie wzrokiem.
-Tak. –zaśmiałam się. –Obietnic się dotrzymuje.
-Dobrze. –przeniósł wzrok na pięciolatkę. –Jak tylko wrócisz z przedszkola, będzie na Ciebie czekała wielka torba cukierków, zgoda ?
-Tak! –na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Szybko wstała z krzesła i podbiegła do Leona. –Kocham Cię. –przytuliła go.
…
Posprzątawszy kuchnie po śniadaniu udałam się do mojej sypialni gdzie mieściła się garderoba, zaczęłam wybierać strój gdy tymczasem Leon pomógł się wyszykować mojej córce. Po krótkim zastanowieniu się wybrałam odpowiedni zestaw i udałam się do łazienki gdzie zrobiłam makijaż, włosy nakręciłam na lokówkę i ubrałam się przygotowane ubrania. Wyszłam z pomieszczenia i akurat napotkałam  Leona i Megan gotowych wchodzących do pokoju.
-Idziemy do przedszkola ? –spytała ucieszona pięciolatka.
-Tak, idź ubierz buciki. –oznajmiłam i podarowałam jej uśmiech, mała natychmiast wybiegła z pokoju. –No to jakie plany na dziś ? –spytałam kierując wzrok na Leona.
-Ja muszę iść na uczelnię.
-A ja mam spotkanie z Monicą.
-Czyli widzimy się dopiero wieczorem ? –zrobił krok w moją stronę.
-Na to wygląda. Ale mam pomysł. –uśmiechnęłam się.
-Jaki ?
-Zróbmy ognisko. –oświadczyłam z uśmiechem.
-W ogrodzie ?
-Tak.
-No dobrze. –pocałował mnie w policzek. –Pośpiesz się, Megan już czeka.

*Francesca*
-Kochanie pozwolisz, że pojadę do kancelarii ? –spytał mój mąż wchodząc do kuchni i od razu kierując wzrok na moje kanapki.
-A może by tak Dzień Dobry ? –Fede uśmiechnął się i podchodząc do mnie delikatnie mnie pocałował.
-Dzień Dobry księżniczko. –oznajmił z uśmiechem.
-Dzień Dobry. –zaśmiałam się. –Tak, możesz iść do kancelarii.
-A moja księżniczka co będzie robić ?
-Pójdzie do pracy, dawno jej tam nie było. –zaczęłam mówić o Sobie w trzeciej osobie.
-Dobrze, no to miłego dnia. –podarował mi uśmiech, znowu mnie pocałował i porywając kanapkę z mojego talerza skierował się do wyjścia.
-A kiedy będziesz ? –zatrzymałam go.
-A ty ?
-O 15.
-To ja też. –zaśmiałam się a Fede znowu do mnie podszedł i po raz trzeci już mnie pocałował.
-No idź już. –walnęłam go w ramię.
-No dobra! –podniósł ręce w celu obrony i skierował się do wyjścia, gdy tylko zatrzasnął za Sobą drzwi, poczułam pustkę i zabójczą ciszę w tym wielkim mieszkaniu. Rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Pustka. 
-Fran, opanuj się!–krzyknęłam sam do Siebie widząc co się ze mną dzieję, poczułam niezwykłą pustkę pod sercem, pustkę po fasolce. –To normalne, ja po prostu tęsknie, każdy tak przecież ma. –szepnęłam do Siebie, próbując opanować emocje. -Każdemu ktoś bliski umiera, każdy za kimś tęskni, każdy codziennie cierpi, każdy przeżywa trudne chwile, to normalnie. –nie przestawałam mówić do Siebie, mając dość pustego mieszkania w nadzwyczaj szybkim tempie pobiegłam do sypialni po torebkę i wybiegając z domu ruszyłam  do pracy.

*Ludmiła*
Obudziłam się z uśmiechem, z prawdziwym i szczerym uśmiechem, sama świadomość tego, że się uśmiecham, i że miałam z czego wprawiła mnie w zachwyt, patrzyłam w sufit i się uśmiechałam, darowałam uśmiechem zwykłej ścianie a i tak mnie to cieszyło, było to coś niesamowitego i magicznego, czułam, że mogę wszystko, czułam, że marzenia się spełniają, bo w końcu z dnia na dzień moje życie się zmieniło. Leżałam w łóżku koło osoby, którą kocham, byłam w Buenois Aires, w mieście, które jest dla mnie ważne, byłam spełniona.
-Miły sen ? –słysząc szept Diego aż podskoczyłam, odwróciłam głowę w jego stronę i podarował mu jeszcze większy uśmiech niż ten, który otrzymał sufit. W oczach chłopaka, także zobaczyłam szczęście, patrzył na mnie jak na skarb, czułam, że byłam czymś na co długo czekał, czekał aż jego marzenie się spełni, spełniło się.
-Nie, po prostu wciąż nie mogę uwierzyć, że leżę koło Ciebie, że jestem w Buenos Aires.
-Też nie możesz uwierzyć, że marzenia naprawdę się spełniły ?
-Tak, czujesz to samo ?
-Tak. –zaśmiał się. –Masz jeszcze inne marzenia ?
-Mam mnóstwo marzeń. –w tej chwili w mojej głowie pojawiło się mnóstwo planów, które ułożyłam Sobie jako mała dziewczynka, wielka willa, przystojny mąż i czwórka dzieci, ja na scenie trzymająca różowy
mikrofon. –A ty ?
-Kiedyś chciałem mieć czwórkę dzieci i piękną żonę, blondynkę. –słysząc to zaśmiałam się. To niesamowite, że mamy takie same marzenia.
-A teraz ?
-Teraz chcę mieć czwórkę dzieci, Ciebie i być po prostu szczęśliwym.
-A wiesz, że mam takie same ? Ułożyłam je Sobie, gdy miałam 10 lat, nawet je zapisałam w pamiętniku. Wtedy postanowiłam, że je spełnię.
-Chcesz je spełnić ?
-No nie wiem. 4 dzieci ? –oboje się zaśmialiśmy.
-Mamy jeszcze mnóstwo czasu, będziemy mieli czwórkę dzieci.
-Obiecujesz ?
-Tak. –pocałował mnie. –Masz ten pamiętnik, w którym zapisałaś swoje marzenia ?
-Na strychu, w domu mojej babci.
-A pamiętasz jakie jeszcze marzenia tam były ?
-Chciałam być na scenie i śpiewać piosenkę trzymając różowy mikrofon, ale to się spełniło, śpiewałam za czasów studia.
-Coś jeszcze ?
-Musiałabym go zobaczyć. Trzeba by było iść do moje babci. –zaśmiałam się. –A twoje marzenia, masz jeszcze jakieś ?
-Aktualnie chciałbym poświęcić się siatkówce, chciałbym abyś nigdy mnie nie opuszczała, chciałbym być szczęśliwym. Nic więcej mi nie trzeba. –uśmiechnął się. –A no i 4 dzieci. –dodał.
-A te z dzieciństwa ?
-To były szalone marzenia. –zaśmiał się. –Chciałem skakać ze spadochronu i mieć zdjęcie z myszką Miki.
-Zdjęcie z Myszką Miki ?
-Tak. –chwycił moją rękę. –A przy Tobie wiem, że mogę spełnić wszystkie marzenia.
-Spełnimy je wszystkie. –Oznajmiłam pewnie. –To wstajemy ? –podniosłam się do pozycji siedzącej. –Mieliśmy iść do Studia.
-Jasne. –uśmiechnął się. 
----------------------------
Miśki wy to umiecie zaskakiwać ... rano było jeszcze mniej niż 10 komentarzy i myślałam, ze dzisiaj wam nie dodam a tu wchodzę wieczorem i jest 11 ... teraz grzecznie usiadłam i napisałam ten rozdział, mam nadzieję, że wyszedł znośny ... chcieliście Diemiłe, to macie :) Tęskniliście za Megan to macie Megan :)
Trochę mi smutno bo nie umiecie dobić do tych 15 komentarzy ... a ja mam nawet już początek one shota, zdradzę wam tytuł to może was zmobilizuję :) 
"Gwałciciel" -będzie to coś zupełnie innego, serio, takiego jeszcze pewnie nie czytaliście, będziecie zaskoczeni, więc po proszę te 15 komentarzy i już wam go skończę i dodam :) Takie jest moje marzenie, i wierzę, że potraficie go spełnić :) 

ps. Tini Blanco, jeśli chodzi o tą moją genialną pomyłkę ... Loenetta jest razem od 3 tygodni, coś po prostu pokręciłam, za szybko pisałam, mój błąd, przepraszam ;3

10 KOM - NEXT