wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 53



 JEŚLI NIE WYRAZIŁAŚ SWOJEGO ZDANIA W POPRZEDNIM POŚCIE, PROSZĘ ZRÓB TO ZANIM PRZECZYTASZ TEN ROZDZIAŁ! ;*

 Rozdział dedykuję Mańce Verdas!
Jesteś tu już na prawdę dość długo, skomentowałaś już na pewno ponad 15 rozdziałów, pewnie więcej no i chciałam Ci podziękować, przyczyniasz się do istnienia tego bloga, jesteś wspaniała, piszesz świetnie no i po prostu Dziękuję! 
http://opowiadanialeonivilu.blogspot.com/

*Violetta*
(…)-Cześć Violu. -otwierając drzwi  zobaczyłam zapłakaną Angie. -Mogę się u Ciebie zatrzymać ?-
Na jej widok moje chwilowe szczęście ulotniło się tak szybko jak się pojawiło, straciłam nadzieję, że się pogodzą, naprawdę nie życzyłabym takiego uczucia nawet najgorszemu wrogowi. Przed moimi drzwiami stała kobieta, która jako jedyna potrafiła uszczęśliwić mojego tatę, on się dzięki niej uśmiechał. Nie
potrafiłam z Siebie wyrzucić myśli, że osoba którą kocham właśnie cierpi, siedzi w swoim wielkim domu, pozostawiona sama Sobie i cierpi, żałuje swoich błędów.
-Nnie pogodziliście się ? –wydukałam z Siebie pytanie pełne żalu.
-Muszę to wszystko przemyśleć, mogłabym zrobić to u Ciebie ? –jej stan wcale nie był lepszy, kobieta miała twarz całą mokrą od łez, w jej oczach zobaczyłam zakłopotanie, zdążyłam się domyśleć, że tata próbował o nią walczyć a ona teraz ma na sercu ogromny dylemat, miłość i rozsadek biją się nawzajem.
-Oczywiście. –oznajmiłam otwierając szerzej drzwi. –Angie … -spojrzałam na nią smutna gdy tylko znalazła się w holu. –Angie wybacz mu. On Cię kocha a ja chcę żeby był szczęśliwy, żebyście oboje byli szczęśliwi. –mówiłam w akcie desperacji, chciałam wybiec z domu i jak najszybciej przytulić tatę, pocieszyć go tak jak on pocieszał mnie, ale była też Angie. Kobieta cierpiała, właśnie przez mojego ojca, potrzebowała równie silnego wsparcia.
-Violetto to nie takie łatwe. –na jej policzku pojawiła się kolejna łza. –On zrobił coś strasznego, ja… -przerwał jej Leon, który w tej chwili pojawił się w pokoju.
-Cześć Angie, stało się coś ? –spytał patrząc  na nas obie.
-Kochanie, Angie się u nas zatrzyma na kilka dni. –oznajmiłam podchodząc do niego, chłopak od razu mnie objął. –Mógłbyś zanieść jej rzeczy do pokoju gościnnego ?
-Tak, jasne. –uśmiechnął się, próbując podnieść nas obie na duchu. Niestety nie specjalnie mu to wyszło. Szybko chwycił walizkę i udał się na piętro. Ja natomiast podeszłam do Angie i mocno ją przytuliłam.
-Będziecie szczęśliwi, obiecuję. –wyszeptałam.

*Ludmiła*
-No a co się stanie jak przegracie ?
-To wtedy będzie źle. –oświadczył. Od kilku minut Diego tłumaczył mi wszystko co warto wiedzieć o
dzisiejszym niezwykle ważnym dla niego meczu. Byliśmy właśnie w drodze do miejsca gdzie miały się odbyć eliminacje do mistrzostw świata.
-A tak konkretniej ? –zaśmiałam się.
-No to wtedy odpadniemy i pożegnamy się z wyjazdem do Hiszpanii na mistrzostwa.
-Do Hiszpanii ?
-Tak. –podarował mi uśmiech. –Nie martw się, zabiorę Cię ze Sobą. –oznajmił widząc moją minę.
-A z kim w ogóle gracie ?
-Z Anglią.
-Będzie ciekawie. –zaśmiałam się i wygodnie rozsiadłam się na siedzeniu samochodu mojego chłopaka.
~.~

-To gdzie teraz ? –spytałam wchodząc do zapełnionego ludźmi holu.
-Ja idę się przebrać a potem mamy małe pogadanko z trenerem. –poinformował mnie Diego. –Możesz iść ze mną, albo iść trybuny, masz miejsce w loży honorowej.
-Ee.. –rozejrzałam się nerwowo. –Diego ja tak trochę nigdy nie byłam na meczu, i tak trochę nie wiem co gdzie i jak. –Hiszpan słysząc mnie nie krył śmiechu i zdziwienia.
-Naprawdę nigdy, przenigdy nie byłaś na meczu ?
-No przecież mówię. –odparłam już trochę zirytowana.
-Okej, to idziesz ze mną. –pociągnął mnie za Sobą nie słuchając mojego protestu. Chwilę później staliśmy pod drzwiami szatni. –Zaraz poznasz moich kolegów, oni są rąbnięci i nie słuchaj ich. –oznajmił poważnie kładąc rękę na klamce.
-Ale Diego ja tam nie wejdę. To jest szatnia pełna gołych facetów.
-Seksownych siatkarzy. –poprawił mnie.
-Dobra, szatnia pełna seksownych siatkarzy, co ja tam mam robić ? –spytałam ale mój chłopak już najwyraźniej mnie nie słuchał i wręcz wepchnął do pomieszczenia. Tak jak się spodziewałam w środku było ponad tuzin przystojnych mężczyzn z dobrze wyrobionymi klatami, mniej więcej z pięciu stało już w samych bokserkach a reszta szykowała się do ściągnięcia swojej garderoby.
-Chłopaki! –odparł Diego lekko podnosząc głos. Niestety nie było to zbytnio potrzebne gdyż cała gromada już zdążyła przenieść na mnie głos. –Poznajcie. –wskazał na mnie a następnie mnie objął. –Najpiękniejszą dziewczynę w tym kraju czyli Ludmiłę, moją dziewczynę. –oznajmił dumnie wywołując rumieńce na moich policzkach.
-Przyszłaś nas podziwiać ślicznotko ? –odezwał się wysoki blondyn stojący najbliżej mnie.
-Tylko i wyłącznie kibicować. –sprostowałam nieśmiało. –To on mnie tu wepchnął.
-Nie chciałem żebyś się zgubiła. –Diego chwycił moją dłoń. –Usiądź Sobie gdzieś i poczekaj, na samym meczu usiądziesz przy trenerze.
-A nie mogę poczekać na zewnątrz ? Na trybuny jakoś trafię.
-Nie, nie chcę Cię stracić z oczu. –lekko musnął moje usta. –Twoja obecność bardzo mi pomoże.
-No dobrze. –podarowałam mu uśmiech i uwalniając się z jego objęć usiadłam na ławce stojącej najbliżej mnie. Przez chwile obserwowałam całą gromadę, wszyscy zawzięcie dyskutowali na tematy, których zbytnio nie rozumiałam dlatego po 5 minutach wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać do Naty.

Do: Natalia
Cześć siostrzyczko! ;* Jak tam Mediolan ?

Wysłałam wiadomość i odłożyłam telefon z nadzieją, że za chwile usłyszę dzwonek informujący o przychodzącej wiadomości. Na moje szczęście chwile później tak też się stało.

Od: Natalia
Cudownie, lepiej niż kiedykolwiek. Maxi nie odchodzi ode mnie na krok, zwiedzamy, chodzimy na spacery, jest po prostu cudownie. Za 3 godziny jedziemy do Rzymu.

Uważnie odczytałam wiadomość i szeroko się uśmiechnęłam.
-Co Cię tak uszczęśliwiło ? –poczułam dłonie Diego na swoich biodrach, najwyraźniej byłam tak zajęta, że nie zorientowałam się, że chłopak się do mnie przysiadł. Z uśmiechem pokazałam mu wiadomość od mojej siostry.
-No ja mówiłem, że będziecie szczęśliwe.
-Nawet nie wiesz jak bardzo ja jestem. –zaśmiałam się i pocałowałam go w policzek.
-No to teraz musisz uszczęśliwić mnie i mocno kibicować.
-Postaram się.
-Nam też masz kibicować. –do naszej rozmowy wtrąciło się dwóch kumpli Diego.
-Będę wszystkim kibicować. –podarowałam im uśmiech.
-No ale mi masz najbardziej. –zobaczyłam na twarzy Hiszpana powagę przeplataną z uśmiechem.
-Nie,  bo mi!
-Wszystkim! –podjęłam próbę złagodzenia całej sytuacji.
-Diego, Marcus uspokójcie się. –przystojny blondyn, którego imienia niestety jeszcze nie znałam podszedł  
do nas stając między chłopakami. –Nie kłóćcie się. –oznajmił poważnie.
-Ale wiesz, że to tylko takie żarty ? –zaśmiał się Marcus. –Tak na rozluźnienie. –słysząc jego zabawny ton nie mogłam ukryć śmiechu.
-No dobra chłopaki, żarty żartami ale zaraz wychodzicie żeby wygrać ten mecz.
-Oj nie martw się ślicznotko, wygramy. –spojrzał na mnie zadziornie i zaczął rozbierać wzrokiem, krótko mówiąc przeraził mnie.
-Marcus ogarnij się. –blondyn ponownie zareagował w odpowiedniej chwili. –Nie prowokuj, nie podrywaj, idź się przebrać. -Chłopak słysząc kazanie kolegi jedynie spojrzał na mnie i na Diego z uśmiechem i odszedł.
~.~

Będąc już na Sali wygodnie usiadłam na krześle tuż koło starszego mężczyzny, który najwyraźniej był trenerem i zaczęłam dokładnie się rozglądać po zatłoczonych trybunach na których dominował kolor   co chwile gwiżdżąc gwizdkiem wszystko nadzorował.
niebieski, ludzie machali flagami Argentyny, krzyczeli i cierpliwie czekali na początek meczu, przenosząc wzrok na dół dostrzegłam naszą reprezentacje powoli ustawiającą się na boisku i sędziego, który
-Trzymaj kciuki. –niespodziewanie poczułam jak ktoś szepta mi na ucho komendę, słysząc ten akcent od razu zorientowałam się, że za moimi plecami kryje się Diego. Lekko się uśmiechnęłam obracając głowę.
-Macie to wygrać! –rozkazałam a następnie namiętnie go pocałowałam. –Będziecie najlepsi.
-Diego! –niestety wszystko przerwał nam trener. –Masz 3 sekundy żeby znaleźć się na boisku! –mój chłopak słysząc ton mężczyzny szybko posłał mi uśmiech i pobiegł na wyznaczone mu miejsce. 3 minuty później rozległ się gwizd gwizdka oznaczający początek meczu. Diego, który właśnie trzymał piłkę mocno ją wybił i posłał na drugą połowę boiska, na nasze szczęście z taką prędkością, że przeciwnicy nie zdołali jej odbić, tym sposobem nasza reprezentacja wyszła na prowadzenie.

*Camilla*
-Czyli on teraz jest mój ? –spytałam z uśmiechem trzymając za smycz wielkiego psa rasy husky.
-No może być nasz.
-Nasz ?
-No jeśli chcesz, myślę, żeby nas połączył, zajmiemy się nim razem. –Chłopak chwycił moją rękę. –Chcesz ?
-Oczywiście. –ucałowałam jego policzek. –Takie nasze dziecko. –zażartowałam lekko się śmiejąc.
-Trochę duże dziecko. –stwierdził patrząc na zwierzę.
-Tam troszeczkę. –Gary słysząc mnie głośno się zaśmiał.
-Jesteś niesamowita.
-Miło to słyszeć. –oznajmiłam lekko się rumieniąc.
-Naprawdę jesteś. –chwycił smycz i pociągnął mnie na ławkę. –Pamiętasz jak się poznaliśmy ?
-Byłeś nadętym modelem, z którym moja współpracownica nie mogła Sobie poradzić. –zaśmiałam się. –Zastąpiłam ją, zrobiłam Ci zdjęcie, które wyszły niesamowicie.
-A wiesz czemu Cię wtedy tak od razu zaprosiłem na randkę ?
-Nie.
-Bo się w Tobie zakochałem.
-Hę ? –spojrzałam na niego zdziwiona.
-Tak zwana miłość od pierwszego wejrzenia.
-To ty w to wierzysz ?
-A ty nie ?
-Nie.
-Dlaczego ?
-Bo nigdy nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
-A jest to bardzo miłe uczucie. –uśmiechnął się. –Polecam.
-Chyba nie skorzystam. –zbliżyłam się do niego.
-Dlaczego ?
-Bo jestem już zakochana i nie mam zamiaru kochać nikogo innego. –podarowałam mu uśmiech, który chłopak od razu odwzajemnił.
-We mnie ?
-Tak. –potwierdziłam pewnie na co chłopak odpowiedział mi namiętnym pocałunkiem.
-No to jak nazwiemy tego psiaka ? –wskazał na psa, który w tej chwili dokładnie obwąchiwał ławkę.
-Jakieś propozycje ? …

*Maxi*
Ostatnie kilka dni były niesamowite, pełne wrażeń i emocji, zaliczyliśmy pokazy w Mediolanie na których moja ukochana wystąpiła lepiej niż kiedykolwiek, każdy dzień spędzaliśmy wspólnie, oboje byliśmy i jesteśmy szczęśliwi, na naszych twarzach widnieją ogromne uśmiechy, w sercach zagościła miłość, która dzięki temu wszystkiemu upewniła nas w przekonaniu, że kochamy się nad życie. Już za chwilę wylądujemy w Rzymie, w mieście, w którym stanie się coś co zapamiętamy do końca życia, jeszcze nie wiem co ale będzie to coś niesamowitego.
-Skarbie… -odezwała się zaspana Natalia. –Ile jeszcze mogę spać ? –spytała leniwie jeszcze mocniej wtulając się w mój tors.
-Za około 20 minut wylądujemy. –oznajmiłem wkładając niesforny kosmyk jej czarnych włosów zza jej ucho.
-No to ja śpię dalej. –ponownie zamknęła oczy i odpłynęła do Krainy Morfeusza. Przez chwilę jeszcze patrzyłem na jej słodką osobę a następnie ponownie włożyłem słuchawki do uszu i włączyłem muzykę. Wsłuchując się w wolny utwór o miłości pozwoliłem działać wyobraźni.

-Maxi! –słysząc krzyk mojej żony szybko wbiegłem na piętro naszego dużego domu.
-Co się stało ? –spytałem wchodząc do sypialni, w której leżała ciężarna Natalia.
-Wody mi odeszły. –oznajmiła poważnie.
-Cco ?
-RODZĘ! –krzyknęła pobudzając mnie do działania.

~.~

-Tatusiu popatrz! –mój dwuletni syn zaczął mi wymachiwać rysunkiem przed oczami .Lekko się zaśmiałem i posadziłem chłopca na swoich kolanach. –To jest mamusia, to ty, tu jestem ja a tu jest Milla. –wskazywał na narysowane postacie.

-Mexi o czym myślisz ? –z moich marzeń wyrwała mnie Natalia, która zdążyła się już obudzić.
-O przyszłości. –oznajmiłem zamyślony.
-O przyszłości ?
-Jak Sobie tak słodko spałaś. –spojrzałem na nią z uśmiechem. –To ja Sobie wyobraziłem, że mamy dwójkę dzieci, że mamy rodzinę, jesteśmy szczęśliwi.
-Chciałbyś mieć ze mną dzieci ?
-Dokładnie trójkę, Ciebie jako żonę i kota.
-Mam uczulenie na koty. –zaśmiała się.
-No to chomika.
-Da się zrobić. –podarowała mi uśmiech. –Za kilka lat.
-Założymy wspaniałą rodzinę. –stwierdziłem zbliżając się do niej i delikatnie ją całując.

*Federico*
-Kochanie, jesteś gotowa ? –wszedłem do pokoju gdzie moja żona właśnie się przebierała.
-Za 5 minut. –podarowała mi uśmiech.
-To ja czekam na dole. –zamknąłem drzwi i poszedłem do kuchni aby szybko jeszcze coś zjeść. Dzisiejszy dzień utkwi nam w pamięci na zawsze, już dzisiaj zobaczymy po raz pierwszy naszą nową fasolkę, za 5 minut wyjdziemy z domu i udamy się do ginekologa gdzie otrzymamy pamiątkowe zdjęcie.
-Fede ty znowu jesz ? –nagle w kuchni znalazła się pięknie ubrana Francesca, o blisko 2 minuty za wcześniej.
-Denerwuję się. –oznajmiłem przełykając kęs jabłka.
-Tylko proszę nie wariuj tak jak zeszłym razem. –zaśmiała się i podeszła do mnie całując mój policzek.
-Postaram się, ale powiedz proszę, że ty też jesteś tak podekscytowana.
-Jestem. –szeroko się uśmiechnęła. –Czuję, że ta fasolka będzie zdrowa, urodzi się a my będziemy mieć rodzinę.
-Będziemy. –zapewniłem ją chwytając jej rękę i ciągnąc w stronę drzwi.

~.~

-Pani Cuavilgia proszona do gabinetu. –po poczekalni rozległ się donośny głos asystentki lekarza. Wraz z moją ukochaną od razu podnieśliśmy się z niezbyt wygodnych krzeseł i weszliśmy do pomieszczenia.
-Witam Państwa–przywitał nas już dobrze nam znany lekarz, jak zwykle uśmiechnięty i serdeczny. Uścisnął rękę mojej żonie a następnie mi. –Widzę, ze tak łatwo się Państwo nie poddają. –stwierdził.
-Nie wolno się poddawać, chcemy mieć rodzinę. –wytłumaczyła Fran.
-Bardzo dobry tok myślenia. –pochwalił ją i wskazał na siedzenie. –Proszę się położyć i podciągnąć koszulkę. –Wedle polecenia moja ukochana z uśmiechem położyła się i podciągnęła koszulkę, chwile później lekarz zaczął badanie.
-Pani Francesco to nie jest fasolka… 
 -----------
Skoro nie fasolka to co ? ... ah, zaskoczę was! ;* 
A skoro mówię o rozdziale to możecie mi pomóc i dać jakies imię dla psa Gami ? ;3 
Jakoś nie chcę mi się omawiać rozdziału dlatego przejdę do spraw organizacyjnych ... 

Jestem z wami już blisko 4 miesiące i już chyba powinnam się przyzwyczaić do tego, że nieźle umiecie zaskoczyć ale wy kurde robicie to co raz lepiej ... Pisząc poprzednią notkę ja byłam pewna na 110%, że każdy będzie chciał nowe opowiadanie a wieczorem sprawdzam i widzę, że większość chce cały czas to ... Dzisiaj ta liczba głosów się trochę wyrównała ale nadal przeważa pomidor... no ale jak wczoraj przeczytałam to zaczęłam wysilać mózg, wyciągnęłam mój zeszyt pomysłów (bdw. chcecie go zobaczyć ? xd mam go od kilku dni, całkowicie sama go zrobiłam, czyli zszyłam i wgl. i jest taki piękny! xddd.. no dobra, odwala mi.) no i zaczęłam myśleć, pisać i wymyśliłam! 
Jeśli mam kontynuować tą historię to zrobię z niej trylogię, czyli 3 części (no może dwie, zależy) no i każda będzie się różnić a jednak wątki złączone i w ogóle ... tak jakby sezony ... jeśłi nic nie rozumiecie to spoko, ważne że w mojej głowie wygląda to normalnie xd
A jeśli jednak ogórek ... czyli nowa historia no to omawiam w poprzednim poście. 

Dziękuję wszystkim, którzy czytają. 
Dziękuję, że jesteście!
Dziękuję, tym co komentują! 
Dziękuję, tym co wspierają! 
Dziękuję, tym co wchodzą tutaj!
DZIĘKUJĘ! <3 

12 KOM - NEXT!

11 komentarzy :

  1. Zajmuję <3 To je moje miejsce <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział. Ciekawe co to będzie jak to nie fasolka??

    OdpowiedzUsuń
  3. może lekarzowi chodziło o to że
    to nie będzie jedna fasolka tylko 2

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny rozdział. Z skąd ty bierzesz tyle pomysłów. Jeśli będziesz miała czas to wpadnij na moje.
    http://leonetta-te-quiero.blogspot.com/
    http://viola-y-ludmi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski :*
    Hehe może dla psa Gami będzie Gumi .? :3
    Może Fasolek.?! :o Weź mnie nie strasz .! Fasolki .?! :D
    Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział bardzo mi się podoba :-)
    Czekam z niecierpliwoscia na kolejny:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne ;) Jutro to ogarnę ;)
      Dzięki, że zwróciłaś na to uwagę ;)

      Usuń
  8. super rozdział
    czekam na nastepny :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział bardzo mi się podoba :-)
    Czekam z niecierpliwoscia na kolejny:-)

    OdpowiedzUsuń